Opis zdjęcia
Zachód słońca na Wyspie Sobieszewskiej zmienił lód w coś zupełnie innego. Ciepłe światło przenikało ogromne bryły, tworząc obrazy przypominające masywne kawałki bursztynu wyrzucone przez wody Zatoki. Światło przesuwało się po krawędziach zlodzonych tafli i zostawiało na nich ciepły połysk, który kompletnie przeczył temperaturze wokół. Każda warstwa, każde pęknięcie miało swój własny rytm - jakby wyspa na moment zamieniła się w ogromny jubilerski stół, a morze odsłoniło kolekcję kamieni o niepowtarzalnych kształtach. Między przenikliwym chłodem a ogniem zachodu powstało coś ulotnego, zbyt kruchego, by mogło przetrwać, i zbyt pięknego, by dało się odwrócić wzrok. Wystarczyło kilka minut, żeby cała lodowa plaża zapłonęła ciepłem, które nie powinno mieć prawa istnieć w takim mrozie.
Komentarze