Opis zdjęcia
Wrzesień w Toskanii potrafi być zaskakująco kapryśny. Tego poranka miałem wrażenie, że niebo jeszcze samo nie zdecydowało, czy wpuścić światło, czy jednak zatrzymać nad wzgórzami resztkę nocnej ciemności. Nad Val d’Orcia wisiały ciężkie chmury, a Pienza wyglądała spod nich jakby ostrożnie - trochę nieśmiało, trochę dumnie - obserwowała swoje pola. Światło zaczęło pojawiać się stopniowo, najpierw delikatnym, bladym pasem, potem coraz śmielej wlewało się w dolinę, podkreślając różnice faktur, które o tej porze roku są szczególnie wyraziste. Jedne zbocza wciąż zielone, inne już suche, jakby przygotowane na zmianę sezonu. Lubię takie momenty, bo nic nie jest oczywiste - słońce nie świeci równo, nie daje gotowych rozwiązań. Trzeba patrzeć uważniej. Ten poranek nie był kartką pocztową z Toskanii. Nie był też klasyczną sceną pełną miękkiego światła. Był czymś bardziej prawdziwym - połączeniem napięcia, ciszy i światła, które w ostatniej chwili przed deszczem postanowiło odsłonić krajobraz. To właśnie te chwile zwykle pamiętam najdłużej.
Komentarze
fajne