Prochaina -  (2012-05-21 10:44:18)
KatrinS - Ogierki (2012-05-21 10:43:02)
VitoDeGrande - . (2012-05-21 10:40:39)
nimnull - o świcie (2012-05-21 10:27:56)

Numer 53 - Newslettera Plfoto.com


Witamy w 53. numerze Newslettera Plfoto.com


Coraz bliżej Święta, szał zakupów, sprzątanie i spotkania z rodziną. Nie zapomnijcie tylko o zdjęciach i Plfoto.com!

W 53. numerze Newslettera Plfoto.com powracamy do fotografii koncertowej, rozmawiając z Adamem Jędrysikiem. Piszemy też o fotograficznej roli, jaką odgrywa obecnie w konfliktach zbrojnych iPhone. Miłej lektury :-)



Reklama











Warszawskie relikty PRL-u

WARSZAWA Może się to komuś podobać lub nie, ale socrealistyczne pozostałości przeżywają od kilku lat swój renesans. Co raz częściej podkreślane są zalety i urok architektury wczesnego PRL-u, a jedyne, w całości socrealistyczne miasto, Nowa Huta stało się dziedzictwem kulturowym chętnie zwiedzanym przez turystów. Socrealistyczne budynki można także oglądać w klubie Powiększenie na wystawie Antoniego Łoskota "Relikty PRL".
Wystawa "Relikty PRL" to seria zdjęć pokazujących obiekty architektoniczne, które wybudowano w stolicy za czasów socjalizmu i które istnieją do dziś, jako świadectwo przeszłości. Cały cykl zrealizowany został przez fotografa Antoniego Łoskota na przełomie 2009/2010 roku.




"Poszukiwania budynków pamiętających czasy komunizmu, było czymś pomiędzy fotografią koncepcyjną, a pojętą pewnego rodzaju inwentaryzacją. Błąkałem się po mieście z aparatem, wielokrotnie wracając w te same miejsca" - wspomina Antoni Łoskot.





Oglądając prace fotograficzne w klubie "Powiększenie" będziemy mogli znaleźć zdjęcia przedstawiające zarówno budynki wykonane z wielkiej płyty, monumentalne bryły MDM'u czy blaszane budynki dworcowe. Cały projekt koordynowany jest przez Monikę Zarzycką, która jest kuratorem wystawy.






Antoni Łoskot jest profesjonalnym fotografem, który od 8 lat zajmuje się robieniem zdjęć. W swojej ofercie posiada między innymi: reportaż fotograficzny, zdjęcia ślubne, biznesowe, portretowe oraz sesje plenerowe. Jako pierwszy wprowadził na polski rynek photocast - innowacyjny, multimedialny zapis wspomnień ślubnych. Więcej informacji znajdą państwo na oficjalnej stronie www.antoniloskot.com.






"Relikty PRL" Antoni Łoskot

Klub Powiększenie
ul. Nowy Świat 27, Warszawa
Wystawa trwa do 29 grudnia
Wstęp wolny

Zdjęcia:
Fot. Antoni Łoskot



Psychoanaliza poprzez obiektyw


WROCŁAW Już 17 grudnia w Firleju odbędzie się otwarcie wystawy cyklu fotografii "Dreamland" Doroty Wróblewskiej, wyróżnionego w konkursie Prix de la Photographie w 2007 roku. Barwne prace artystki wkraczają w intymne rejony ludzkiej podświadomości odpowiedzialne za najbardziej bezczelne wizje i ukryte pragnienia, które pozbawiają jednostkę twardej cielesności.




"Sny nie mają na celu skrywania czegokolwiek, wręcz odwrotnie - przekazują ważne informacje do świadomości. A to oznacza, że nieświadomość ujawniająca się w snach, jest rodzajem siły, kierującej świadomą jaźnią. Freud postrzegał nieświadomy, przejawiający się w snach, aspekt jaźni jako infantylny i animalistyczny, a jawną treść snów jako ukryte odreagowanie społecznie nieakceptowanych popędów. Dopiero Carl Jung odkrył, że nieświadoma jaźń ujawniająca się w snach jest mieszaniną niższych i wyższych duchowych bodźców. Fotografie Doroty Wróblewskiej z cyklu "Dreamland" inspirują i stymulują naszą świadomość oraz poruszają twórczą nieświadomość. Porządkują i pozwalają zrozumieć wewnętrzny świat autorki. Podobnie jak sny, prace Doroty kompensują wewnętrzną nierównowagę i wspomagają proces rozwoju osobowości. Posiadają zarówno obiektywne, jak i subiektywne płaszczyzny interpretacji. Interpretacje obiektywne są odbiciem codziennego życia autorki, jej stosunków ze światem zewnętrznym. Interpretacje subiektywne reprezentują wewnętrzne życie artystki, jej myśli i uczucia" - tak o wystawie "Dreamland" pisze dr Izabela Jaroszewska.




Dorota Wróblewska jest absolwentką Europejskiej Akademii Fotografii. Zajmuje się głównie portretem i fotografią inscenizowaną. Interesuje się wpływem nieświadomości na proces twórczy. Dyplom zrealizowała w Pracowni Fotografii Kreacyjnej Izabeli Jaroszewskiej. Swoje prace prezentowała na wystawach zbiorowych między innymi w Galerii Luksfera, VI Krakowskiej Dekadzie Fotografii, wystawie towarzyszącej V Międzynarodowemu Festiwalowi w Łodzi, SPOT. Od 2008 roku wraz z Moniką Ostrowską tworzą pod nazwą Aparatki.





"Dreamland" Dorota Wróblewska

Firlej, ul. Grabiszyńska 56, Wrocław
Wernisaż: 17 grudnia, godz. 18
Wystawa trwa do 19 stycznia
Wstęp wolny

Zdjęcia:
Fot. Dorota Wróblewska



Kilka prostych prawd fosiarza

"Po kilku latach fotografowania różnych artystów zdarza się, że wielu z nich widuję kolejny raz. Zawsze wtedy staram się mieć swoje fotografie wykonane na poprzednich koncertach i w miarę możliwości zdobyć autograf, i przekazać kilka pamiątkowych odbitek".

Rozmowa z Adamem Jędrysikiem o trzech pierwszych utworach i wycieczkach rowerowych.



W jaki sposób zainteresowałeś się fotografią koncertową? Najpierw była muzyka, czy fotografia?

Zdecydowanie najpierw była muzyka. Zaczęło się to bowiem w pierwszej lub drugiej klasie szkoły podstawowej. Dawno temu, kiedy jeszcze wiele rzeczy było z drewna i kamienia. Hardrockowe brzmienia wkroczyły w moje życie i tak zostało do dziś, choć lubię również posłuchać innych gatunków, zależnie od nastroju.

A fotografowanie? Pierwszą muzyczną klatkę datuję na rok 2003, kiedy to z balkonu w zabrzańskim DMiT strzelałem do Wilków. Następną próbą było fotografowanie jazzowego Purple House w ciemnych piwnicach katowickiego Klubo. Było to w 2004 roku. Potem długo nic, aż do 2005 roku, kiedy pojawił się w torbie Canon 10D, i kiedy pomyślałem, że może być dobrym zajęciem to całe fotografowanie. Jako, że muzyka towarzyszyła mi od długiego czasu, wpadł mi do głowy pomysł, żeby połączyć obie pasje i spróbować zamknąć w tej czarnej skrzyneczce trochę dźwięków. No i trochę ich od tego czasu zamknąłem.



Gdzie publikujesz swoje zdjęcia z koncertów? Czy jest na nie zapotrzebowanie?

Od wielu lat współpracuję z portalem Onet.pl, gdzie publikuję najwięcej, szczególnie materiały z tych największych imprez w kraju, na których fotograf musi podpisać zobowiązanie do publikacji w ściśle określonym medium. Poza tym, z internetowych tytułów – Interia, a w druku ostatnio najwięcej pojawia się w "Teraz Rock". To główne tytuły stricte muzyczne. Epizodycznie publikowałem w kilkunastu magazynach w kraju jak i u naszych kontynentalnych sąsiadów. Pracuję również często z "Gazetą Wyborczą" – koncerty, wydarzenia sportowe oraz tematy życia codziennego. Dla magazynu "Bike Action" wykonałem 3 okładki oraz szereg fotografii ilustrujących artykuły.

A zapotrzebowanie oczywiście jest, choć nie tak duże jak mogłoby być. W naszym kraju nie odbywa się zbyt dużo tych największych imprez, jak choćby u naszych południowych sąsiadów, mowa w tym miejscu o koncertach.





Jakie przywileje ma fotograf w czasie koncertu?

Jeśli wejście do fosy na 3 utwory (z reguły, bo zdarzają się być inaczej) i szukanie przez ten czas wraz z wieloma innymi fotografami odpowiednich kadrów, przepychanie (acz kulturalne, czasem po prostu jest bardzo mało miejsca), uważanie na spadających z tłumu fanów i inne tego typu atrakcje uznamy za przywileje – to właśnie jest to prawie cała ich lista. Owszem, zdarzają się koncerty, gdy możemy po wyjściu z fosy fotografować przez cały czas, jednak w takich przypadkach, to i tak maksymalnie kilka różnych klatek, żeby nie jąkać się obrazem. Na wielu imprezach sprzęt musimy oddać do depozytu, po czym możemy uczestniczyć w koncercie.

Jednak jeśli spojrzeć z perspektywy fana, sytuacja wygląda trochę inaczej. Mamy szansę fotografować ludzi, którzy tworzą coś dla nas ważnego. Niejednokrotnie poznać nowe zespoły, ich muzykę. Często łatwiej jest dostać się do artysty i zamienić kilka słów. Jednak, tak jak mówię, to aspekty ważne dla fanów muzyki. A ja wspomniałem na początku - muzyką się interesuję, gdyż mam w domu płyty oraz odtwarzacz. A poważniej – w każdym koncercie staram się uczestniczyć i wynieść z niego nowe doświadczenie. Praca fotografa daje na tym polu spore możliwości.

Czy miałeś okazję zobaczyć reakcję muzyków na zrobione przez siebie fotografie? Czy słyszałeś ich opinie na temat swoich zdjęć?

Po kilku latach fotografowania różnych artystów zdarza się, że wielu z nich widuję kolejny raz. Zawsze wtedy staram się mieć swoje fotografie wykonane na poprzednich koncertach i w miarę możliwości zdobyć autograf, i przekazać kilka pamiątkowych odbitek. Z takich reakcji, które bardzo utkwiły mi w pamięci, to wieczorny telefon Jurka Styczyńskiego, który chciał dla siebie kilka powiększeń. Rozmowa w 2009 roku z Jamesem LaBrie, którego zagadnąłem zaraz po wywiadzie z Johnem Petruccim – to panowie z Dream Theater. James najpierw chwile się przyglądał, po czym spytał, skąd mam takie zdjęcie. Odpowiedziałem, że z 2007 roku, kiedy byli z koncertem w katowickim Spodku. Na szczęście miałem więcej, bo nie był skory do zwortu. Żartobliwie opowiadam, że wymieniliśmy się autografami. To były naprawdę miłe słowa oraz dedykacja. Chłopaki z Acid Drinkers również byli miło zaskoczeni prezentem z ich XX-lecia. Wielokrotnie również otrzymywałem maile z zapytaniami o zdjęcia oraz garstką ciepłych słow. Ostatnio mam stały kontakt z Mikiem Terraną – perkusistą m.in. Tarji Turunen, z którym być może uda się zrealizować kilka ciekawych projektów. Odpowiadając – z reguły się podoba i zwraca uwagę. To cieszy.



Oprócz koncertów fotografujesz także imprezy sportowe. Czy praca w tłumie fanów, różni się od pracy wśród kibiców?

Zacznijmy od tego, że nieczęsto zdarza się fotografować w tłumie. Owszem, zdarzają się koncerty, gdzie publiczność jest pod samą sceną, jednak to maksymalnie kilka wydarzeń w skali roku. Przy wydarzeniach sportowych nigdy nie przydarzyło mi się coś takiego.

Zdarzało się wchodzić na drzewo podczas festiwalu rowerowego, żeby złapać dobrą perspektywę skaczących zawodników. Zdarzyło się z tego drzewa w mało kontrolowany sposób spaść w momencie, gdy przekroczona została wytrzymałość gałęzi. To może być główna różnica, o którą pytasz – nigdy nie fotografowałem koncertu z drzewa. Drugą różnicą, bardziej poważną może być perspektywa. Koncert ciekawiej wygląda na węższych kadrach, przy szerokich to góra kilka klatek jak mówiłem wcześniej. Przy sporcie z reguły możemy poruszać się dookoła miejsca akcji, zmieniać perspektywę i szukać ciekawych kadrów. To główne różnice.




Czy trzeba dobrze znać się na sporcie, żeby móc go fotografować?

Wychodzę z założenia, że powinno się znać temat, który fotografujemy. Oczywiście, nie jest to konieczność, ale na pewno pomaga. Na koncertach wiemy co jest ważne, kto jest ważny. Jakie interakcje są czymś niecodziennym, co się może wydarzyć. Tak samo w przypadku sportu. Można stanąć i przysłowiowo "wodzić za piłką", ale może w tle dzieje się coś ciekawszego? Są też sytuacje, gdzie trzeba być oswojonym z sytuacją, szczególnie przy efektownych sportach. Weźmy Freestyle Motocross, gdzie lata się wysoko i daleko, wszystko wygląda niesamowicie. Gdy widzimy to pierwszy raz, można powiedzieć tylko „wow, co oni wyczyniają”. Jednak fotografowanie tego sportu, to nie tylko motor w powietrzu. Wykonywane ewolucje powinny być uchwycone w swoim kluczowym momencie ukazującym najważniejszą chwilę. Gdy zrobimy zdjęcie za wcześnie lub za późno, to nadal może ono wyglądać interesująco, ale wystarczy odrobinę znać się na temacie i od razu rzucą się w oczy niedociągnięcia. Jak wszędzie, tak i w sporcie fotografia sprowadza się do kwintesencji chwili opisanej przez Henriego Cartier Bressona jako decisive moment.

Tutaj chciałbym przytoczyć jedną z najważniejszych dla mnie fotografii. To Maciej Balcar z Dżemu na zabrzańskim koncercie ku pamięci tragicznie zmarłego klawiszowca, Pawła Bergera. Wymyśliłem ten kadr kilka miesięcy wcześniej. Maciek opiera się tutaj o stojące samotnie przez cały koncert klawisze Pawła. Bez opisu i dla niewtajemniczonych to z reguły zwykłe zdjęcie, jednak, gdy naświetlić sytuację zyskuje ona zupełnie nowego znaczenie.



Specjalizujesz się w fotografii sportowej, koncertowej, portretowej, reklamowej, ślubnej oraz w reportażach. W której z tych kategorii znajdujesz się najlepiej i dlaczego?

Dużo kategorii, jednak tak naprawdę można to sprowadzić do jednego – emocje.

Fotografia ślubna to wypadkowa portretu, pracy z ludźmi oraz oka do reportażu. Podczas tej pracy występuje wiele elementów, których powtórzyć się nie da. Lubię pracować tak, jakby mnie nie było w miejscu tworzenia reportażu. Oczywiście, jeśli robimy portrety lub część tzw. plenerową to wszelkie sugestie, rozmowa i praca z modelami jest bardzo ważna. To nie są ludzie oswojeni z aparatem, z pozowaniem. Raz jest łatwiej, raz trudniej – wszystko zależy od charakteru. W części dokumentalnej staram się nie ingerować w otoczenie. Myślę, że dużo milej oglądać fotografie, kiedy można wspomnieć dzień i wydarzenia a nie to, jak fotograf biegał i wszystko ustawiał od momentu, w którym się pojawił.

Muzyka i sport towarzyszą mi od dawna. Uprawiałem kilka dobrych lat kolarstwo górskie ścigając się na ok. 30 zawodach rocznie. Teraz już bez startów, ale nadal rower jest nieodłączną częścią życia. Z Katowic w Beskidy jest stosunkowo blisko, więc gdy tylko mogę zabieram rower do auta i znikam na kilkadziesiąt kilometrów po górskich szlakach.

Nie wspomniałaś o krajobrazach. Fakt – mało takich kadrów w moim portfolio, z różnych względów. W tym przypadku raczej dokumentuję zastane obrazy podczas różnych podróży. Choć zdarza się, że widząc kadr sprawdzam, jak będzie wyglądała droga słońca i, o której godzinie całość zaprezentuje się najciekawiej.

Zrealizowałem kilka projektów, m.in. w bieszczadach w tym roku, które prezentowały okolicę. To bardzo czasochłonna dziedzina. Trzeba znaleźć miejsce, poczekać na światło, znaleźć kolejne miejsce...

Wszystkie te dziedziny bardzo przyjemnie się ze sobą przeplatają i dają wytchnienie od pozostałych. Taka różnorodność jest mi bardzo potrzebna, potęguje chęć do pracy.



Na jakim koncercie byłeś ostatnio?

Właśnie wróciłem z Wrocławia ze Swans. Ostatnio były jeszcze koncerty Melissy Auf der Maur, Scout Niblett czy W.A.S.P. Od Indie Rocka, przez ostrzejsze brzmienia, aż po post punk. W tym roku odwiedziłem ponad 80 imprez, fotografowałem około, 200 artystów a do końca roku zostało ich jeszcze paru.

Który koncert poruszył Tobą najbardziej?

Ciekawe pytanie. W każdym koncercie uczestniczę, zawsze słucham, poznaję i analizuję. Co poruszyło mnie najbardziej?... coś innego na różnych płaszczyznach zapewne. Miło wspominam AC/DC - żywioł na scenie. Utkwiły mi w pamięci występy na czeskim Masters of Rock. Nazwałem te grupy afterheadlinerami. Występowały zawsze po głównej gwieździe dnia, ale ich energia była jakby skupieniem wszystkich pozostałych. Bardzo ważnym wydarzeniem był również Sonisphere Festival. Gdybym jednak miał wybrać „show roku”, to chyba postawiłbym na Kiss. Oni już nie są młodzi, ale to co robią na scenie jest niesamowite.

Ah, nie sposób zapomnieć o występie Arthura Browna podczas Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Podczas ostatniego utworu miał na sobie płonący hełm, który w pewnym wylądował na scenie a ta stanęła w płomieniach. Na szczęście ochrona błyskawicznie zajęła się sprawą i nic złego się nie stało.

Jakie najbardziej zaskakujące warunki spotkałeś podczas pracy?

Z reguły fotografowanie koncertu wygląda podobnie – 3 pierwsze utwory, bez flasha – powtarzane jak mantra przez organizatorów. Zdarza się jednak, że możemy fotografować tylko jeden utwór, ale na tym nie koniec zaskoczenia. Podczas koncertu Marylina Mansona w warszawskiej Stodole, zanim zaczął się koncert, salę wypełnił dym. Dużo dymu. Na tyle dużo, że artystów nie było widać – ledwie zarysy. Cały koncert to był świetny show, rewelacyjny spektakl. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego z premedytacją ustawia się takie warunki podczas, gdy fani i czytelnicy powinni i zapewne chcieliby zobaczyć fotografie ukazujące to, co działo się na scenie. Innym przypadkiem był koncert Stinga na otwarciu poznańskiej Areny. Miejsce dla fotografów było po drugiej stronie płyty stadionu. Mówiąc obrazowo – na ogniskowej 200mm nadal widziałem całą szerokość sceny. Poza tym zdarzają się sytuacje kiedy owszem, można fotografować pierwsze trzy utwory, jednak tylko 30 sekund każdego z nich. Jeszcze innym pomysłem jest ustawienie fotografów z boku sceny lub w innym "ciekawym" miejscu. Obowiązkowo powierzchnia tego miejsca musi być na tyle niewielka, żeby zebrani fotografowie nie mogli się zbytnio rozprzestrzenić. Najlepiej żeby w ogóle się nie ruszali.

Czy jest kategoria fotografii, w której chciałbyś się jeszcze sprawdzić?

W przyszłym roku planuję kilka wyjazdów pod kątem dokumentalno-krajobrazowym. Materiał na wystawę, którą chciałbym pokazać w kilku miejscach. Chciałbym odwiedzić Rumunię i drogę Transfogarską – piękne miejsce. Poza tym Riva del Garda we Włoszech, być może uda się połączyć ten wyjazd z wizytą na największym w Europie festiwalu rowerowym. Chętnie odwiedzę również przełęcz Stelvio, Mediolan i dalej wybrzeżem w stronę Hiszpanii. W planach jest również Szwecja. Jubileuszowa edycja Sweden Rock Festival oraz z chęcią „kilka” kilometrów po okolicy.

Poza tym trzeba powoli zakreślić w kalendarzu terminy koncertów i festiwali. Dużo się przemieszczam, to fakt. Przez ostatnie 3 lata zrobiłem samochodem 130.000 kilometrów, do tego dochodzi jeszcze kilka przelotów.

Czy jest jakiś koncert lub wydarzenie sportowe, które chciałbyś koniecznie zobaczyć lub udokumentować?

W kwestii koncertów lista może być bardzo długa. Uciekło mi w tym roku kilku wykonawców, których bardzo

chciałem zobaczyć. Aerosmith, Slash, Joe Satriani – wszystko poza granicami naszego kraju. Guns 'n Roses w oryginalnym składzie, to byłoby niesamowite wydarzenie. Poza tym, naprawdę wielu artystów, których nie było okazji zobaczyć – koncertują głównie po USA, trzeba się tam w końcu wybrać.

Sportowo - Euro 2012 będzie ciekawym wydarzeniem. Choć chciałbym na to spojrzeć dokumentalnie aniżeli z wielkim obiektywem na boisku. Gdyby była pewna dowolność w przemieszczaniu się podczas meczu zapewne chęć byłaby większa. Z olimpiadą jest tak samo jak z powyższym. Wynika to z tego, że staram się zazwyczaj szukać ciekawych kadrów niekoniecznie w miejscu, gdzie dzieje się najważniejsze, nie lubię działać jak maszyna przyczepiona do aparatu, tylko po to, żeby migawka rejestrowała kolejne oczywiste kadry.

Odwiedzę kilka imprez kolarskich, głównie MTB – to widowiskowy sport. Po sukcesach Mai Włoszczowskiej być może powiększy się grono zainteresowanych. Poza specjalistami w dziedzinie F1 i skoków przybędzie nam w kraju tych od kolarstwa :)



Jakiego sprzętu używasz podczas pracy? Fotografia koncertowa, sportowa, reklamowa, reportaże – to chyba dość szerokie spektrum?

Zgadza się. Na codzień fotografuję Canonami oraz stałoogniskową optyką Sigmy. Trochę dziwne rozwiązanie, jak na tak dynamiczne sytuacje, jednak nauczyłem się z nim radzić. Wyższa jasność obiektywów w trudnych koncertowych warunkach jest nie do przecenienia. Trochę to wszystko waży i tutaj postanowiłem zaufać marce Kata. Plecaki oraz pas z pokrowcami na obiektywy ułatwiają przemieszczanie i czynią je możliwie komfortowym. O ile można mówić o komforcie targając ze sobą kilkanaście kilogramów sprzętu. Z reguły pracuję na dwa korpusy, używam podwójnego paska Rstrap, dzięki któremu aparaty są zawieszone na ramionach i pozwalają na szybką pracę bez stresu, że coś nam zaraz spadnie. Wspomniany pas i pokrowce to konieczność przy stosowaniu kilku obiektywów - szybki dostęp i możliwość ich zmiany, podczas gdy czasu z reguły nie jest zbyt dużo. Kilka razy wzięto mnie przez to za hydraulika. Do sportu często potrzeba cięższego kalibru, tutaj niezastąpiona jest Sigma 120-300/2.8. Stosuję również przeznaczone głównie do fotografii reklamowej oraz architektury obiektywy Tilt-Shift. Zmiana płaszczyzny ostrości daje ciekawy efekt, jednak nie można z tym przesadzać.

Co poza tym? Statywy i monopody Manfrotto, uznana marka z szerokim wachlarzem rozwiązań. W zasadzie z głównych akcesoriów to tyle. Reszta to różne mniejsze i większe akcesoria jak filtry, wężyki, różne głowice, wyzwalacze bezprzewodowe itp.

Prawie zapomniałem o jeszcze jednym wynalazku, który po kolejnym koncercie fotografowanym w deszczu przyszedł z pomocą. To specjalny foliowy pokrowiec Katy, który zakładamy na aparat oraz obiektyw i przestajemy się martwić o padający deszcz. Na Genesis w 2007 roku, kiedy ulewa dawała się we znaki wszystkim fotografom straciłem jeden z obiektywów. Od tej pory były co najmniej 3 sytuacje, w których mogłem fotografować bez strachu o sprzęt.

W studio to oczywiście ten sam zestaw oraz oświetlenie. Warunki bardzo komfortowe. Odrobinę uciążliwe, gdy trzeba to wszystko zaaranżować w innym miejscu, ale póki bagażnik mieści wszystkie torby – nie ma problemu.

Dokument, tutaj dochodzimy do drugiej strony specjalizacji sprzętu. O ile dotychczas nie było wyboru i pozostawało fotografowanie lustrzankami, o tyle teraz wchodzą coraz to nowsze modele kompaktów z wymienną optyką i formatem matrycy APS-C, co daje już odpowiednią plastykę obrazu. Duże body Canona 5D oraz spory obiektyw Sigma 20/1.8 (82mm filtr) działają odstraszająco i zdecydowanie zwracają na siebie uwagę. Zaczynam próbować swoich sił z Samsungiem NX100 wraz z obiektywem 20/2.8. Jest to zupełnie inna filozofia pracy, ogniskowa po przeliczeniu daje nam 30mm, ale wielkość zestawu wynagradza ten węższy kąt i mniejszą matrycę. Przez lata pracowałem na lustrzankach z matrycą APS-C także wiem czego się po tym sprzęcie spodziewać. Póki co, jedynym mniejszym aparatem z pełną klatką 35mm jest Leica M9. Kosztowne to jednak rozwiązanie.

Czy zajmujesz się czymś poza fotografowaniem?

Gdyby zapytać, czy zajmuję się czymś poza obrazem – odpowiedziałbym, że nie. Zajmuję się również zagadnieniami pracy z kolorem, tj. kalibracją oraz profilowaniem urządzeń, by cały tor pracy był ze sobą zgodny. To podstawa podczas przygotowania zdjęć – monitor musi wyświetlać poprawne barwy, żeby praca miała w ogóle sens. Drukuję również sam swoje zdjęcia, więc drukarka również jest przygotowana tak, żeby uzyskać zamierzony efekt widoczny na ekranie. W specyficznych warunkach profiluję także aparat. Jest to przydatne podczas zleceń wymagających możliwie największej wierności rejestrowanych barw.


Portfolio: jedrysik.com – wybrane prace
Blog: blog.jedrysik.com – głównie muzycznie; szersze, bieżące materiały oraz tekst


Rozmawiała: Gosia Niedziółka



reklama

Chcesz tanio i bezproblemowo zbudować własną stronę do prezentacji zdjęć ? Zapomnij o czasochłonnych i drogich projektach, weź sprawy we własne ręce! Selia.pl - własna animowana strona flash w kilka minut!








Iphone na wojnie

"Czy to ważne, czym wykonano ten reportaż? Ważne są same zdjęcia. Nikogo nie interesuje, na jakiej maszynie pisał Hemingway". Taką zdecydowaną opinię wyraził James Estrin z The New York Times: Lens w odpowiedzi na kontrowersje, jakie wywołał reportaż, który niedawno trafił na pierwszą stronę NYT. Damon Winter, etatowy fotoreporter gazety, wykonał serię zdjęć w północnym Afganistanie, dokumentujących misję 1 Batalionu 87 Pułku Piechoty Dywizji Górskiej armii amerykańskiej. Zdjęcia ilustrujące tekst Jamesa Dao podzieliły środowisko fotografów. Jest ku temu kilka powodów, wszystkie jednak mają wspólne źródło: te ujęcia, które opublikowano na pierwszej stronie, zostały wykonane przy pomocy iPhone'a i przepuszczone przez niezmiernie popularną ostatnio aplikację Hipstamatic.

Dyskusja toczy się przede wszystkim wokół nieśmiertelnej kwestii autentyzmu, a raczej: zgodności efektu z założeniami. Jak wynika z lektury reportażu, celem Dao i Wintera było "ukazanie życia w jednostce wojskowej takim, jakie jest", pewne odbrązowienie, demitologizacja militarnej legendy. "W życiu tych mężczyzn i kobiet nie ma nic "pięknego'"czy "sexy". To długie, wyczerpujące dni, podczas których każdy stara się radzić sobie, jak może". Winter wyjaśnia, dlaczego oprócz profesjonalnego sprzętu (Canon EOS 5D Mark II ) w międzyczasie fotografował iPhone'em: w jego obecności żołnierze czuli się swobodnie, pozbawieni skrępowania, jakie wywołuje akt fotografowania "prawdziwym" aparatem. W końcu to ich własna, częsta praktyka. Czy jednak na pewno pozwoliło to reporterowi ująć esencję, o którą mu chodziło? Nina Berman zastanawia się, jak daleko leży Hipstamatic od retuszu Photoshopem, który w takim wypadku uznany zostałby za kompletnie nieakceptowalny. A gdy odłożymy kwestie estetyczne na bok, dotrzemy do drugiego dna sprawy, które stało się przyczyną zażartej dyskusji w serwisie Duckrabbit. "Wojna nigdy nie była tak hipsterska", sarkastycznie zauważają dziennikarze serwisu, zarzucając Winterowi płytką estetyzację. Entuzjastyczne komentarze pod adresem reportażu każą sądzić, że redakcja Duckrabbit nie jest bez racji. Przeważają zachwycone opinie na temat estetycznej strony fotografii. "Fantastyczne zdjęcia, muszę kupić sobie iPhone'a", to dość częste zdanie. "W porządku, ale to jest wojna, człowieku. Poza tym nie ma tu ani słowa o afgańskich cywilach", przywołuje entuzjastów do porządku Duckrabbit. Odrealniony, senny efekt, jaki nadaje obrazowi Hipstamatic, pozwala skutecznie o tym zapomnieć: zamiast ponurych realiów Afganistanu oglądamy stylowy reportaż z innej planety, utrzymany w odcieniach błękitu i zieleni.

Jedną z przyczyn popularności Hipstamatic jest fakt, że aplikacja pozwala nadać zdjęciom nostalgiczny, kameralny, a przede wszystkim – osobisty i umiejscowiony "poza czasem" charakter. Czy w reportażu wojennym jest na to miejsce? "Wszyscy mówią o Hipstamatic, a nikt o Afganistanie", zauważa niejeden rozgoryczony komentator w dyskusji na stronie Duckrabbit. Wymiana zdań na temat technologii dopuszczalnej w fotografii reporterskiej dopiero się rozpoczęła, ale możemy być pewni, że potrwa jeszcze długo.

Tymczasem Petr Svarovsky, artysta, który niedawno prowadził w Warszawie warsztaty dotyczące kręcenia filmów technologią komórkową, ma mieszane uczucia na temat Hipstamatic. "To cyfrowa symulacja fotografii analogowej, z punktu widzenia technologii – nonsens. Ma jednak znaczenie w sensie kulturowym. Blues powstał z połączenia tradycyjnej muzyki afrykańskiej z zachodnim instrumentarium. Rock to mariaż czarnej muzyki z technologią białego człowieka. Internet połączył bardzo stare medium (tekst) z nowym (sieć komputerowa). Tak powstają innowacje, obserwujmy więc, co nastąpi później", mówi ostrożnie. "Trudno jest przewidzieć przyszłość", dodaje zapytany o to, czy smartphone'y wyeliminują tradycyjną fotografię. „Aparat jest bronią, a ludzie czują się mniej zagrożeni w obecności mniejszej broni. To jednak nie zmniejsza problemu. Kamery i aparaty coraz mocniej ingerują w nasze życie i musimy nauczyć się przetrwania w warunkach nieustannego ataku. Jako że sam posługuję się tą bronią, przyznaję, że łatwiej jest uchwycić 'ofiarę' z ukrycia, choć rezultat nie jest tak zadowalający, jak w przypadku profesjonalnego aparatu. Jakość obrazu wykonanego małym aparatem będzie się stale poprawiać, więc zapewne w gatunkach dokumetalnych taki sprzęt zastąpi ten, który jest obecnie w użyciu".

Wygoda wydaje się być największą zaletą fotografii komórkowej, która zdaniem Svarovsky'ego jest skazana na dominację w niektórych dziedzinach fotografii. "Tradycyjne kamery nie wyjdą z użycia tam, gdzie liczy się estetyka, czyli w fotografii artystycznej i komercyjnej", mówi. "Jednak komórkę mamy zawsze przy sobie, jest stale gotowa do użycia. Pozwala również na szybką publikację zdjęcia, co jest jej olbrzymią zaletą" - dodaje.

Olga Drenda




DREAMLAND - fotografie Doroty Wróblewskiej

Miejsce: Firlej, ul. Grabiszyńska 56, Wrocław
Wernisaż:
17.12.2010 | godzina: 18
Bilety:
wstęp wolny

Zobacz więcej...



Kalendarz fotografa 2011

Rok wydania:2010
Wydawnictwo:
Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS

Zobacz więcej...


Modelowanie światłem

Tytuł: Modelowanie światłem
Autor:
Allison Earnest

Zobacz więcej...



Oblicza ludzi
Wernisaż: 28.11.2010
Miejsce:
Klub "Smok", ul.Warszawska 11/13, Otwock

Zobacz więcej...



Zapraszamy do dzielenia się swoimi opiniami na temat Newslettera. Jeżeli macie pomysły, którymi chcielibyście się podzielić z innymi, piszcie na adres admin@plfoto.com.



«powrót