amigamedia - Leśny rudzielec (2018-01-17 18:44:34)
Jamiński Piotr - Tatrzański poranek... (2018-01-17 18:40:40)
donasz - Pierwszy śnieg (2018-01-17 18:01:38)
xemily - W gaju oliwnym (2018-01-17 17:56:10)

Grzegorz Krzyzewski

Grzegorz Krzyzewski

O sobie

Wiek : 34 Znak zodiaku : bliznieta Ksywa : zombi, krzyzak,...

Zamieszkały

woj. Mazowieckie, Warszawa
  • zdjęcia: 449
  • komentarze: 5865
  • ocen: 3787
  • ocena: 9.37
 

[2017-08-09 00:05:19]

właśnie złapałem doła. Chyba czas się przebranżowić, nie starcza na chleb :((((

[2014-04-19 04:18:15]

siedzę tak tu sobie od lat, komentuję, oceniam, przyglądam się, polemizuję, wystawiam… do czego to prowadzi? jedni blokują mnie, ja blokuję innych, jeszcze inni dodają mnie do ulubionych, a inni od tych innych do obserwowanych… A może stworzyć książkę ze zdjęciami z plfoto wraz z komentarzami? Dorosłem chyba do kryzysu egzystencjalnej obecności w środowisku fotograficznym… zdjęcia niektóre robię dobre, inne zostaną uznane za dobre dopiero po mojej śmierci. Tak czy inaczej wszystko na plus. A jednak pojawia się wewnętrzna wątpliwość: że to wszystko jakieś takie nijakie jest. Bez celu, ładu, składu. Rodzaj przeciągania liny= ja tobie dobrze, ty mi dobrze, ja tobie źle, ty mi źle… Czy to co robię, w ogóle na coś komuś się przyda? … co w ogóle warte jest nasze życie- wstajemy, jemy, idziemy gdzieś, męczymy się, wracamy, oglądamy seriale, jemy kolację, uprawiamy sex, idziemy spać. Do czego to prowadzi. Świat nas nie lubi, my nie lubimy świata. Godzimy się na współegzystęcję z lęku przed zmianą… co ja wiem o fotografii? wiem, że nic nie wiem :( nigdy wiedzieć nie będę, bo i po co?! pstrykam czasem z pomysłem, czasem bez. Wszędzie. Ostatnio chciałem telefonem zrobić zdjęcie sufitu złotych tarasów do portalu społecznościowego, zaatakował mnie jakiś szczyl w kubraku ochroniarza. Mówi, że nie wolno, że jak nie przestanę to zostanę wyprowadzony. Dodam, że obok nas w promieniu 15 metrów stała grupka chyba turystów, którzy robili to samo. Przyczepił się tylko do mnie. Ja się pytam "gdzie jest taki przepis"- "nie ma"- "to na jakiej podstawie pan ma do mnie zastrzeżenia?"- "proszę nie dyskutować i stąd wyjść"… koleś był chamski, nie miał identyfikatora. Przełożeni go utemperowali, chyba już tam nie pracuje. W każdym razie rzecznik prasowy tarasów się pokajał trochę… świat staje na głowie. Jak ten cholerny świat fotografować, żeby miało sens, cel i wymiar głębszy. Nie wiem, nie mam pojęcia, głupi jestem. Może ktoś mnie oświeci… mój świat chyli się ku upadkowi, dostrzegam wtórny analfabetyzm umysłowy. Czas najwyższy przewartościować założenia: nic na siłę, zawsze spokojnie, z nurtem. Może nawet odstawię aparat i skupię się na telefonie komórkowym z kamerką?? krzywe zdjęcia poruszonych piesków z kaprawymi łapkami również mają grono fanów. Nie rozumiem tego! Zawsze wydawało mi się, że obraz powinien opowiadać historię, zatrzymywać chwilę w sposób który nie pozostawia wątpliwości co do intencji autora w kontekście użytych form przekazu. Ale teraz sam mam poważne wątpliwości. Czy gniot jest gniotem tylko dlatego, że nim jest? Krzywy, niewyraźny, nieprzemyślany, banalny, smutny, pseudoartystyczny… brrr… świat oszalał. Ale ludzie to kupują, płacą dziesiątkami, klaszczą, dostają spazmów, orgazmów i objawień. Chyba ja jestem niedzisiejszy, niedopasowany, wywrotowy w swej szklance w połowie pustej. O, jakby mnie zamknąć w szklance, bez aparatu, może nawet bez oczu, słuchałbym kształtów uszami; gdyby mi urżnąć uszy- opuszkami palców bym eksplorował; a gdyby poobcinali mi kończyny zacząłbym walić poznawczo głową w mur… tak już mam- jestem ciekawy świata, otrzymałem dar pragnienia poznawczego. Świat jest przedziwny, bardzo różnorodny, niespójny. Najwyraźniej ktoś moją duszę wyposażył w lustro, które odbija. Wszystko odbija. Nie zawsze rejestruje, bywa, że odbije przez moment a chwilę później zapominam. Pamięć natomiast mam wprost proporcjonalnie przeciwną do innych darów. Skleroza mnie toczy. Gigantyczna skleroza. Jestem roztrzepany, zachowuję się często niefrasobliwie. Sprzeczam się sam ze sobą o sprawy podstawowe. Już chyba wolałbym być zwierzęciem, one nie mają dylematów moralnych, etycznych, estetycznych. Mógłbym w tedy patrzeć na świat pełen ludzi dobrych, prostolinijnych, pięknych, utalentowanych, godnych bliższego poznania. Mojemu życiu przewodziłby wtedy stan permanentnej nadziei: przyniesie kość, weźmie na spacer, podrapie, pobawi się, wpuści pod kołdrę. Straszne jest to, że nie da się świata dopasować do siebie, można jedynie próbować nie odbiegać zbytnio od społecznych norm. Inaczej zaszczują, zagryzą, oplują, wyleją na głowę połowę pustej szklanki i wystartują z awanturą, że teraz ta szklanka, która była wg nich w połowie pełna, przeze mnie jest całkiem pusta. Bo się niestosownie zachowałem, powiedziałem zbyt szczerze co myślę, patrzyłem w złą stronę, wziąłem zły obiektyw, który na dodatek źle trzymałem. Dodatkowo- że byłem w złym miejscu, w złej chwili, w złym towarzystwie: nawet jeżeli byłem całkiem sam, zapewne znajdą się osoby, które będą mnie szczerze namawiać na zmianę takiego towarzystwa. Że ono ma na mnie zły wpływ. Że przyklaskuje wszystkim moim słabościom. Że nie daje dobrych wzorców. Że jest niereformowalne, zahukane, naiwne, szaroburopstrokate, i że wyjada mi wszystko z lodówki. Moje odbicie w lustrze, cień na podłodze, parchata gęba patrząca z dowodu osobistego, osobnik składający podpis na zeznaniu podatkowym, nie mający pojęcia po co, na co i dlaczego… Jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta, zrozumie i uzna, że miałby pomysł na zrozumienie świata- zapraszam wszystkich, poza księżami, harri krisznowcami, schizofrenikami paranoidalnymi, politykami i pijaczkami z bramy. Cała reszta mile widziana… PS- czy ktoś ma pomysł jak szybko zarobić fotografując 3 tysiące na wystawę?! Jest połowa kwietnia, a ja powinienem mieć fundusze do końca lipca. Może jakiś sponsor albo menadżer? Mecenas sztuki. Piszę serio. grzesiek

[2014-01-21 02:46:08]

względnie na róży albo z różą :D

[2014-01-21 02:32:34]

właśnie mija dokładnie co do sekundy 10 lat mojej obecności w plfoto. impreza. goście z butelkami mile widziani ;) załapiecie się na tort :D może być streaptis na róże :))

[2013-12-18 04:13:54]

a jednak czuję niedosyt :/

[2013-12-17 01:30:17]

życie toczy się dalej: aktualnie zdrowie dopisuje, praca stabilna, obciążeń emocjonalnych brak, równowaga psychiczna umiarkowana. Główny problem- wzrost wagi z 65 na 68 kilo ;) bezsenność. Plany sylwestrowe są... a co u Was?

[2013-06-27 22:53:16]

ależ ta współczesna młodzież przewrażliwiona na swoim punkcie. Robią zdjęcia od przypadku do przypadku, na dodatek niektórzy telefonami i są wielce urażeni, że ktokolwiek odważył się, merytorycznie, skrytykować... młodzieży (różnego wieku, płci, orientacji, poglądów i dorobku): zamiast tracić energię na wyzłośliwianie się, straćcie ją na robienie coraz lepszych zdjęć

[2013-06-21 00:51:03]

i niech mi ktoś powie, że za ostry jestem: z ostatnich dni- dziesięć 10, dziewięć 9, jedna 8, jedna 7, jedna 5, dwie 3, jedna 1...

[2013-06-11 15:59:03]

ten kogut staje się stałym elementem krajobrazu fonetycznego okolicy- znowu piał, tym razem przed szesnastą... to już recydywa

[2013-06-07 04:30:42]

z rzeczy dziwnych: dzisiaj po 4 rano kogut piał w okolicy, swojsko tak

[2013-06-05 21:33:22]

kupić d800e i post factum zorientować się, że opinie na forach są mocno przesadzone- bezcenne

[2013-05-30 02:13:34]

jeden zastrzyk, drugi zastrzyk, trzeci zastrzyk, czwarty zastrzyk...

[2013-05-25 19:04:07]

najczęściej, nawet po najdłuższej nocy polarnej przychodzi poranek. Moja noc trwała długo, teraz świta. I chociaż za oknem duszy- siarczysty mróz, hiperreakcja endotermiczna o zasięgu planetarnym, zawsze to jakaś zmiana

[2013-05-14 18:25:02]

miesiąc temu musiałem zrezygnować z dotychczasowego leczenia biologicznego, ponieważ specyfik był źle dobrany i bardziej szkodził niż pomagał. Chociaż bardzo źle się czuję fizycznie- opuchnięty, zesztywniały, ledwo się ruszający, przez wiele dni cierpiący gorączkę 39-40 stopni z powodu zapalenia stawów; w 70% skóry pokryty zmianami łuszczycowymi, swędzącymi, szczypiącymi, pękającymi, zajmującymi dłonie i twarz, uniemożliwiającymi wzięcie najprostszej kąpieli; psychicznie bardziej przypominający wrak niż człowieka, utrzymywany wyłącznie dzięki antydepresantom; do dzisiaj jakoś funkcjonowałem łudzony obietnicą zaufanego profesora, który mnie prowadzi od 20 lat, że lada dzień dostanę odpowiednią terapię. Dzisiaj się okazało, że facet zrobił z gęby cholewę a ze mnie idiotę... albo ma demencję starczą. Przepłakałem 3 godziny, potem zapadłem w sen i miałem koszmary- śniło mi się, że wszyscy się ode mnie odwrócili, jestem całkowicie zniedołężniały, ogarnięty apatią, bez kontaktu, odrętwiały, robiący pod siebie... obudziłem się przerażony, spłakany, z gorączką. I tak się zastanawiam, czy to tylko zły sen, czy już proroctwo... Znowu myślę o samobójstwie, tym razem myśli są uporczywe

[2013-04-27 23:55:05]

jestem więźniem własnego ciała... zamknięty w żelaznym splocie płonących stawów, od świata odgrodzony skorupą tężejącego naskórka, odizolowany udręczonym umysłem napędzanym psychotropami... cierpiący na światłowstręt, próbujący umknąć wszechobecnej ciszy, krzykiem wypełniającej czaszkę... jestem bezbronny jak noworodek wyłaniający się z zupy płynów ustrojowych dzieworódczej inkubacji... czekam na śmierć :(

[2013-02-07 01:07:38]

nie radzę sobie z chorobą :( zastrzyki tylko częściowo uśmierzają ból, lekarz powiedział, że lekarstwo wywołało antyciała. Mi to jednak wygląda na pogłębiającą się od miesięcy reakcję alergiczną. Natomiast wykwity powodują, że czasami wstydzę się wychodzić do ludzi. Coraz poważniej zastanawiam się nad sensem ciągnięcia wszystkiego dalej. Moja prawa dłoń, zaledwie w rok, zaczęła przypominać korzeń starego drzewa. Mówią, że jesteśmy tym czym jesteśmy dzięki przeciwstawnym kciukom. Moje już nie są przeciwstawne, są opuchnięte, bolesne, bezwładne. Środkowy palec natomiast mam na tyle opuchnięty i sztywny, że ludzie myślą, wiadomo co :D Miałem coś podobnego z kolanami, 4 punkcje torebek stawowych pomogły, i owszem. Potem podano mi radioizotop. Bolało jak cholera, przez kilka tygodni... dziś kolana czują się względnie, to było pół roku temu... Jestem skazany na silne środki przeciwbólowe, zastrzyki biologiczne nieskuteczne, do tego mam gigantycznego doła- tak przy okazji leki z grupy zolpidemu, w grudniu nie spowodowały śmierci. Może tabletek zbyt mało a może zbyt słaby alkohol :(( 3 tygodnie leczyłem wątrobę. Może coś się teraz zmieniło. Jeżeli tak- wchodzę w to.... bo i kurwa czym jest to życie: od 20 lat błąkam się między szpitalami, na garnuszku rodziców. Cały ten skomplikowany proces dbania o siebie wymaga uczestniczenia kogoś drugiego- matki, pielęgniarki, osoby która potrafi pocieszyć, postawić do pionu, ale i plecy wysmaruje maściami :((( Jestem skazany na samotność. Może ja i umysł mam kreatywny, ale to nie wystarcza... zwłaszcza w kontekscie związków nieformalnych... Reasumując-samodzielności nie, bo są dni, kiedy nie mogę sam wstać z łóżka, seksu nie, bo przecież połamany, z wykwitami (chój z tym, że one genetyczne)- są i tak mnie obciążają psychicznie, że chyba znowu spróbuję z nasennymi, tylko jakiejś lepszej generacji, skuteczniejsze. Lada dzień przeprowadzam się do dwudziestometrowej kawalerki w ceterum miasta. I będę tam jak jebany, palec, sam jak... :( kiepsko to widzę, szykujcie wieńce: TYLKO PANOWIE: ma być "syn, brat, przyjaciel, autostopowicz, fotograf, origamista", żeby ktoś się nie przyczepił, że zapomniałem o kimś/czymś ważnym.... dzisiaj spać idę normalnie. Ale co będzie jutro, kto wie...

[2013-02-04 01:06:18]

impresja w fotografii jest pojęciem kluczowym. wespół z "kryzysem", "problemami osobistymi", oraz legendarnym psem, który zjadł pracę domową uczniowi. Tak zwane wolne rodniki burzy mózgów narzucają nam argumentację stosowaną podczas zaznajamiania naszych, z waszymi, koncepcjami... a można było każdą pracę nazywać numerami od 1 do nieskończoności... może wtedy coś by to dało... ale czym są te wszystkie dylematy, skoro idzie koniec świata. Podobno czeka już za rogiem. Wystarczy odrobina impresji i może uda się go tam zatrzymać na dłużej. Końce świata podobno lubią impresje :)

[2013-02-03 21:07:10]

Analizując różne "artystyczne" prace, wysnuwam wniosek zakładający komunikację przekazu z percepcją odbiorców. Bo też twórczość, nawet najbardziej artystyczna, jeżeli prezentowana jest publicznie, już choćby z tego powodu wychodzi formą do widza. I taki widz powinien umieć bez specjalnego wyjaśniania uchwycić jej istotę. Zasadniczo jestem przeciwny przeintelektualizowaniu przekazu. I o ile każdy autor ma prawo do swobody wyrazu artystycznego, byłbym daleki od automatycznego równania "zamysłu artystycznego" z "artystą". Te wszystkie "performensa" artystyczne, realizowane bardzo często w sposób udziwniony, niestety wypaczają istotę zagadnienia... To trochę tak jak z pokazami mody: byłem w czwartek służbowo na takiej imprezie. Wpadło trochę celebrytów (ludzie znani z tego, że są znani), mnóstwo mniej lub bardziej anonimowych kowalskich, oraz kilkunastu indywidualistów na siłę. Charakteryzowali się tym, że wyglądali w większości jak ufoludki, poubierani w lumpeksach, w krzykliwe kolory, poobwieszani stertami łańcuchów, w bardzo niewygodnych butach, pumpiastych spodniach z wydzierganymi złoceniami; względnie ciężkie do nazwania, zazwyczaj bardzo chude mimozy płci obojga (przeważnie ciężko na pierwszy rzut oka zawyrokować, jakiej w danej chwili płci jest ta czy tamten- to chyba zależy od typu imprezy), z przesadzonym makijażem w stylu "jaka ja jestem dzisiaj nieszczęśliwa". Silące się na znawców tematu "artyzmu", stanowiące element układanki pod tytułem "sztuka, przez duże F", snuli się z kieliszkami, ciągnąc za sobą stadko kowalskich pretendujących do miana indywidualistów. Pomijając sam pokaz mody, który akurat był dość fajnie skonstruowany i wbrew tendencji- strawny, ci ludzie uczestniczą w rodzaju autoperformersu- oni nie rozumieją sami siebie, ani nikt nie rozumie ich- ot taki konwenans. Tylko po co?? Zrobić z siebie pajaca w imię czego??? w imię "wyższej" "sztuki"? dziękuję, postoję... I wracając do merritum- jeżeli coś nam gra w środku, to bardzo dobrze. Jeżeli potrafimy to nazwać i ubrać w formę, jeszcze lepiej. Jednak pamiętajmy, że swój przekaz adresujemy do odbiorców a nie szuflady :)

[2012-09-27 16:05:20]

gwałtowne pogorszenie :(((

[2012-07-30 01:37:08]

dzisiaj o godzinie 01:33 doszedłem do wniosku, że jednak jestem boski... wytrzeźwieje, to mi przejdzie

[2012-07-06 17:12:42]

czasem zastanawiam się dlaczego ludzie są tacy płytcy: za słowo szczerej krytyki niektórzy potrafią zgnoić, skopać, publicznie wyśmiać i napiętnować, byle tylko poczuć się lepiej. Zauważyłem również, że jeżeli ktoś ma tutaj swoje zdanie, nie zawsze pokrywające się z opinią w danej chwili popularną albo powszechną, i zdarza mu się je artykułować, człowiek jest skazany na rodzaj samosądu. Jednak szczerze- jeżeli mam do wyboru iść ze stadem, jak te owce, beczeć na zawołanie i potulnie dać się golić z wełny, to ja już wolę używać mózgu, wyobraźni i zdrowego rozsądku. A że nie wszyscy będą mnie lubić- ich problem...

[2012-04-07 04:52:00]

ktoś chętny na fotograficzne warsztaty w warszawie? wiosna idzie, czas najwyższy wziąć sprzęt do plecaka, statyw na ramię i dawaj w miasto albo las... proponuję weekend 20-22.04.2012.

[2012-03-12 05:25:54]

wiecie co? zauważyłem, że człowieka zgniatanego imadłem zapalenia stawów, z dnia na dzień ubywa. Mnie od lipca o 2 kilo co miesiąc. W tej chwili ważę 60...

[2012-02-02 08:49:17]

"Kot w pustym mieszkaniu" Wisława Szymborska

[2011-12-31 21:01:12]

I nadszedł sylwester… rok miałem dość kreatywny, końcówkę nawet, pierwszy raz od bardzo dawna - finansowo satysfakcjonującą. Minął kolejny rok samotności. Nawet Święta spędziłem w czterech ścianach, porzucony przez najbliższą rodzinę dla Egiptu; i nadszedł sylwester… nigdzie nie poszedłem, nie dlatego, że nikt mnie nie zaprosił. Dlatego, że moim najbliższym towarzyszem i uczuciem permanentnym od pół roku jest ból fizyczny. Dwa ostatnie dni były straszne, dzisiaj połknąłem więcej tabletek dlatego od godziny czuję się trochę lepiej; i nadszedł sylwester… a ja nawet nie mogę się ***wa jego mać upić, bo łykam bardzo silne środki przeciwbólowe. Dlatego odczuwam również ból którego środki przeciwbólowe nie tłumią: coś mnie rozrywa od środka, w dziwny sposób łącząc żołądek, z sercem, mózgiem i kanalikami łzowymi. Czuję się jak wydmuszka, w którą ktoś wpuścił echo… czasami mam już dosyć. Moje życie jest strasznie smutne :(

[2011-11-17 23:44:57]

"GADAŁ DZIAD DO OBRAZU" Jestem bardzo ciekaw kto jest tutaj administratorem i gdzie zdobywał szlify. Uświadomił sobie nagle, po pięciu miesiącach od publikacji mojego zdjęcia, że fotografia http://plfoto.com/zdjecie,martwa-natura,kalejdoskop,2313315.html nie jest godna żeby ją oceniać :) i gdzie tu logika??? Jeżeli, zgodnie z prawidłami przyjmiemy, że fotografowanie od pstrykania różni się świadomością i celowością działań, gdzie na tę świadomość składają się przemyślane kompozycyjnie kadry, a "profesjonalista" od amatora- tworzeniem a nie powielaniem i umiejętnością dostrzegania tego czego inni nie widzą- to ktoś tutaj dał plamę. Jeżeli dołożymy do zestawu liczbę odsłon tego "gniota" (w końcu zdjęcie zostało wymoderowane): 770, i/oraz trzy uzyskane oceny, może tylko trzy ale za to dziesiątki... to albo ja jestem wielbłądem, albo coś nie halo :D Nie chcę się spierać, być może nieświadomie zrealizowałem potworka- byłbym rodzajem fotograficznego doktora Frankensteina... ale czy jestem (jak boga kocham patrzę w lustro i nie dostrzegam)... Paradoksalnie, moderacją, admin (kimkolwiek by nie był) zrobił mi przysługę- teraz już nikt, kto moje podejście do tematu uważa za chybione nie poleci po bandzie wstawiając na złość autorowi, na przykład jedynkę :) a też zdarzyła się przynajmniej raz sytuacja, że najpierw zdjęcie komuś wymoderowano, a potem to samo zdjęcie trafiało na DNO (dowiedziałem się również, że raz zdjęcie wymoderowane było zdjęciem dnia)... wygląda na to, że macie jakieś wewnętrzne konflikty, które należałoby opanować przed wyjściem z tematem i opiniami do użytkowników. Trochę się kompromitujecie takimi akcjami, mam nadzieję, że jesteście w stanie to dostrzec. Nasuwa mi się pytanie w jaki sposób, Wy- administratorzy serwisu jesteście werbowani na to stanowisko, które mimo wszystko jest dość odpowiedzialnym zajęciem? Ukrywacie się za podpisem "admin" nawet w korespondencji z użytkownikami, prawdopodobnie (wnioskuję z obserwacji) dlatego, że jesteście dość przypadkową ekipą ludzi, którym się wydaje, że znają się na fotografii lepiej niż inni. Najwyraźniej jednak ta przypadkowość jest tutaj kluczem i niestety dobrze o Was nie świadczy. Poza tym podpisywanie korespondencji z ludźmi, którzy do Was piszą maile, z różnymi, czasami ważnymi sprawami pseudonimem "admin" jest lekceważeniem tych ludzi. Pal licho moje jedno zdjęcie, tak jak napisałem wyżej moderacja jest rodzajem przysługi (w końcu każdy woli żeby jego fotografie trzymały poziom, zarówno opinii jak i ocen widzów), a zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy podzielają moje poczucie estetyki. Ale argumentowanie moderacji stwierdzeniem "zachęcamy do zamieszczania zdjęć, których wartość będzie czytelna nie tylko dla autora"- to już na prawdę farsa!. Co Wy, robicie sobie jaja z ludzi? Człowiek poważny przynajmniej stara się używać logiki do uzasadniania własnych opinii, a tutaj wychodzi na to, że macie w głębokim szacunku nie tylko nas, którzy tworzymy ten serwis swoją pracą, ale i was, którzy podpisujecie się jako wszechwiedzący "admini"... Któryś z Was najprawdopodobniej obserwował dyskusję pod moim zdjęciem i uznał, że skoro było tyle błędnych odpowiedzi na pytanie "co to jest", logicznym jest, że tylko ja sam, jako autor, jestem w stanie czytelnie zinterpretować zawartość przedstawionej pracy :D Otóż, moderatorze- nie! oprócz mnie jest jeszcze całe stado ludzi, którzy dzięki tej niewinnej zabawie w zgadywanie miało okazję wytężyć wyobraźnie, szare komórki i pobawić się odrobinę przy pracy, która, suma sumarum nie była zła. Tak czy inaczej swoimi reakcjami, opiniami i sposobem podejścia do ludzi udowadniacie, że nie zasługujecie ani na szacunek ani na traktowanie Was jako partnerów w dyskusji o fotografii jako takiej. PS- oczywiście zdaję sobie sprawę, że tego maila prawdopodobnie nikt nie przeczyta (no bo po co), a nawet jeżeli, to i tak nic w serwisie się nie zmieni. Odpowiedzi nie oczekuję, bo w sumie jak mielibyście ustosunkować się do opinii, że źle pracujecie i macie do tej pracy mierne przygotowanie. Zostanę prawdopodobnie zlany, albo wręcz posądzony o złe intencje. Ale jak można dyskutować z kimś kto nawet wstydzi się przyznać jak się nazywa…

[2011-09-03 22:08:05]

słów kilka o pewnym instytucie w służbie zdrowiu. Do instytutu reumatologii w warszawie trafiłem siedem lat temu, w kiepskiej formie. Fakt faktem zostałem na oddział przyjęty praktycznie z ulicy, najwyraźniej lekarz, który mnie oglądał uznał, że sytuacja wymaga męskich decyzji, a może to zwyczajnie mój urok osobisty. Tak czy inaczej byłem u nich hospitalizowany i leczony dwa razy (czasem jedno nie równa się drugiemu, stąd takie rozróżnienie). Tam też zaproponowano mi uczestnictwo w eksperymentalnej terapii próby ślepej podwójnie (podawany lek może być lekiem albo placebo, ani pacjent, ani lekarz nie wiedzą, co delikwent dostaje w zastrzyku). Iniekcje podawałem sobie sam, raz w miesiącu, bez widocznych skutków. Pół roku później, podczas planowej wizyty poinformowałem lekarza, że rezygnuję, ze względu na zerowe efekty. Pani doktor odwróciła się na pięcie, wróciła z innym opakowaniem i zwyczajnie podała zastrzyk- następnego dnia obudziłem się bez bólu… (minęło kilka lat) …Jest maj 2011 roku, właśnie skończyły się zastrzyki. Czuję się nieźle. Istnieje niewielka szansa, że lek podziała na dłuższą metę, wprawdzie ja w to nie wierzę ale czasami organizm potrafi zaskakiwać. Pani doktor na dowidzenia życzy mi zdrowia. Na początku lipca wyjechałem na kilka dni do Niemiec. Po powrocie zacząłem łykać tabletki przeciwbólowe, okazało się to niezbędne. Potem na przełomie lipca i sierpnia była sesja wspomniana dwa posty temu, dałem radę mimo pośladków wypiętych do premiera ;) 16.08.2011 wysiadła mi prawa dłoń- kciuk boleśnie puchł od kilku dni, teraz zaatakowało nadgarstek. Nie mogę utrzymać aparatu w dłoni. Nadal łykam środki, mniej więcej pomagają, przynajmniej na ból. 31.08.2011 bolesne do tej pory kolano spuchło ograniczając bardzo poważnie moją ruchomość. Niestety wiem, że jeżeli zaczynają się przykurcze to dany staw nigdy nie wraca do normy. Uświadamiam sobie, że najprawdopodobniej do końca życia będę kulawy, o wykonywaniu pracy fotoreportera nie wspominając- tam trzeba czasem ukucnąć albo uklęknąć. Następują dwa dni poważnego kryzysu przepełnione łzami i myślami o samobójstwie (post poniżej). Jest przy mnie przyjaciel z Danii, trzyma za ręce, wspiera, pociesza. Zmusza mnie do wzięcia się w garść i wizytę u lekarza. W piątek 2.09.2011 wychodzę z domu w poszukiwaniu rozwiązania. Idę do instytutu reumatologii, w końcu od 7 lat jestem ich pacjentem. Moja lekarz prowadząca wprawdzie bywa opryskliwa i niesympatyczna ale mam nadzieję, że jakoś mi pomoże. Dzwoniłem do niej dwa miesiące wcześniej przynajmniej licząc na jeszcze jeden zastrzyk, mając nadzieję, że coś doradzi bo już wtedy czułem, że zaczynają się problemy. Nic nie pomogła, swoim zwyczajem dała do zrozumienia, że trochę przeszkadzam. I teraz, w piątek, nie widząc innych szans postanowiłem tam iść w poszukiwaniu pomocy. Wierzę w przysięgę Hipokratesa. Moja lekarka jest na urlopie. Idę do doktor Przygodzkiej, która jest prawą ręką mojego lekarza, znam ją od lat i zawsze wydawało mi się że jest kompetentna. I tutaj „zdziwko hapło”: zamiast oczekiwanej reakcji, zwłaszcza w kontekście dwóch ostatnich dni, dowiaduję się, że jestem niepoważny, bezczelny, i stawiam ich (lekarzy) w niezręcznej sytuacji prosząc o pomoc. Co z tego że prowadzą mnie od siedmiu lat, nie jestem na oddziale, nie jestem ich pacjentem. Obca mi z twarzy i nazwiska lekarka z tego samego pokoju, poirytowanym głosem informuje, że „my, którzy przychodzimy z ulicy” wyobrażamy sobie, że „oni” są tu tylko po to, żeby nam pomagać. I dlaczego ja nie umówiłem się na izbie przyjęć do lekarza, w końcu powinienem o tym wiedzieć, tyle lat już choruję… Nikt jednak nie był łaskaw mnie o tym poinformować, zresztą ja przyszedłem po pomoc a nie pouczanie i półtora miesiąca czekania na wizytę z człowiekiem, który nie zna ani mnie ani historii mojej choroby. Konkluzja jest taka, że pokazano mi drzwi bez udzielenia pomocy, za to z pretensjami „jak ja mogłem przyjść do nich w piątek przed 13, kiedy oni już prawie zaczęli weekend”. Zastanawiam się w tym miejscu, jak ja śmiałem zachorować. Wróciłem do domu łykać moje środki przeciwbólowe. Tego dnia, nawet gdybym chciał to już ani skierowania od lekarza pierwszego kontaktu, ani tym bardziej pomocy od, jak mi się wydawało „moich”, w cudzysłowie, lekarzy- nie uzyskam. Najwcześniej w poniedziałek i to też marne szanse. Przyszła sobota, jest godzina 21.30. Właśnie zeszło działanie tabletki, którą wziąłem rano. Telepie mną, nie mogę się ruszać z powodu bólu. Tknięty przeczuciem chwytam termometr, mam 39. I teraz nie wiem- czy to z powodu stanu zapalnego stawów, złapałem jakąś inną infekcję, czy zwykłe osłabienie. W końcu środki przeciwbólowe/przeciwzapalne zamydlają obraz nawet zaostrzonych objawów choroby (jakakolwiek by ona nie była). Zbić kolejny raz stan zapalny farmakologicznie, jechać na ostry dyżur i przygotować się na 3-7 godzin czekania w kolejce do lekarza, który pada na twarz i zupełnie nie zna się na mojej przypadłości, czy może poczekać aż poczuję się gorzej i wezwać karetkę? To trzecie wyjście najlepsze, przynajmniej do szpitala przyjmą od ręki, ale zawsze mogą się czepnąć, że wezwałem niepotrzebnie, że to tylko, na przykład osłabienie, a za nieuzasadniony telefon zostanę pociągnięty do odpowiedzialności. Chyba jednak zwyczajnie poczekam w mojej samotni aż przekręcę się jak nieumiejętnie potraktowana dewizka na łańcuszku i ktoś mnie wymieni na lepszy model...

[2011-09-01 18:44:33]

Od kilku dni rozsypuję się jak puzzle wysypane z pudełka. Nie mam już siły składać w całość mojego nieudanego życia. Znowu poranek zgniatał imadłem moje ciało, znowu, żeby dojść do łazienki musiałem walczyć z każdą cząstką siebie. Bolesne do tej pory kolano zaczęło dodatkowo puchnąć ograniczając moją ruchomość do 30 procent tego co było jeszcze tydzień temu. Nie mam już siły. Jeżeli szybko nie nastąpi jakiś cud i nie przestanę odczuwać bólu każdego kroku, każdego uniesienia szklanki do ust, każdego snu w którym przez nieuwagę zegnę palce prawej dłoni powodując potworny ból, nie mam po co żyć. Jeżeli choroba będzie się pogłębiać, a będzie, nie dam rady podjąć wyczekiwanej pracy od października jako fotograf PAN- nie chcę tak dalej żyć... Zastanawiam się kto przyjdzie na pogrzeb. Trochę rodziny, kilkoro przyjaciół, może nawet trafi się wieniec z jakiejś instytucji. Pewnie zapamiętają mnie jako pogodnego, trochę szalonego chłopaka ostrzyżonego na zero, który od lat zamęczał wszystkich swoją fotograficzną pasją; czasem nerwowego, czasem melancholijnego autostopowicza, który zrezygnował z komunikacji miejskiej na rzecz poznawania ludzi; kreatywnego samotnika, który nie mógł znaleźć drugiej połówki i upijał się do monitora własnego komputera; wiecznego bałaganiarza który przywiązywał się do rzeczy, ludzi i miejsc. Jest we mnie tyle samo zła co dobra, staram się żyć zgodnie z własnym sumieniem, nie krzywdzę innych… teraz jest dobry moment- domownicy wyjechali na wakacje, zostałem sam z szufladą pełną leków. Zapomniałem dodać- jestem hipochondrykiem, od lat leczę się na różne przypadłości, częściowo wyimaginowane, czasami wyolbrzymione, przeważnie jednak możliwe do naprawienia tabletką. Więc tabletek mam pod dostatkiem. Jakiś czas temu trafiłem nawet do specjalisty od zaburzeń snu, który powziął sobie za cel naprawienie mnie środkami antydepresyjnymi. Kupiłem, nie wziąłem... Inne sposoby są barbarzyńskie, związane z dyndaniem pod sufitem, wykrwawianiem się na posadzce albo czymś jeszcze mniej przyjemnym. A tak po prostu zasnę…

[2011-08-16 15:21:48]

"przeskoczyć samego siebie"- od lat jestem chory: chory na wrażliwość emocjonalną, chory na empatię, chory na spostrzegawczość, na myślenie, na mówienie tego co myślę, na artystyczny nieład... i w sumie w tym miejscu mógłbym zakończyć, pozostawiając wielokropek przestrzenią otwartą na wszelkie możliwe aspekty życia. Niestety ostatnio ogarnia mnie również bezsilność. Nie w kontekście egzystencjalnym, ten kontekst schodzi na plan dalszy. Jak się okazuje- NIESTETY :( Wszystkie te urojone przypadłości, wielkopańskie globusy, książęce fanaberie, artystyczne niemoce i hipochondryczne depresje, w leczeniu których lubuje się cała armia dyplomowanych cwaniaków zarabiających na ludzkich słabościach, wszystkie one są niczym wobec bezradności która od pewnego czasu toczy moje ciało: psoriasis arthropathica. Cztery ostatnie lata, będąc królikiem doświadczalnym pewnej zachodniej korporacji, byłem raczony świętym spokojem. I niestety szybko zapomniałem czym jest radość z życia odzyskanego. Przywykłem do wygody, rozwinąłem skrzydła, odzyskałem pewność siebie, zainwestowałem w sprzęt fotograficzny naiwnie wierząc, że świat stoi do mnie otworem. Jakże bolesne okazuje się przebudzenie z tego snu :( Terapia skończyła się zgodnie z planem, w maju 2011. Przez miesiąc odczuwałem jej słabnący efekt, martwiłem się teraźniejszością ale bez przesady. Przyszłość rysowała się w pogodnych odcieniach- od października miałem zacząć nową pracę jako fotograf Polskiej Akademii Nauk, w styczniu zaplanowałem wynajęcie mieszkania, nawet życie osobiste jakoś się klarowało. Lipiec przyniósł wilgotną aurę. Wyjechałem na kilka dni za granicę. Po powrocie zacząłem odczuwać nieodpartą potrzebę używania środków przeciwbólowych. Jakoś to będzie, myślałem- środki pomagają, czuję się po nich znacząco lepiej, czas najwyższy znaleźć sobie problemy urojone z gatunku tych egzystencjalnych. Na przełomie lipca i sierpnia realizowałem zlecenie fotograficzne dla jednej instytucji, intensywnie absorbujące, dość powiedzieć, że po dwóch dniach nogi wrastały mi w tyłek. Było nieźle- wprawdzie zostałem po wszystkim wezwany na dywanik i usłyszałem, że robiąc zdjęcia ludziom na scenie nie wolno wypinać pośladków do premiera mazowieckiego… ale ja przecież nie ukucnę ani nie uklęknę- mimo środków przeciwbólowych nie dla mnie takie pozycje. Przełknęli. Nadal medykamenty dość skutecznie maskowały moje złe samopoczucie. Nadal byłem przy nadziei na właściwy kierunek, nadal było jakieś jutro. Wprawdzie palce odmawiały mi posłuszeństwa, ale pojedynczo, nie razem dlatego mówiłem sobie- jakoś to będzie… I nadszedł dzień dzisiejszy 16.08.2011, wtorek. Wysiadła mi prawa dłoń!... Nie mogę unieść aparatu fotograficznego!!! Nie widzę już jutra, przestaję wierzyć w cokolwiek, zastanawiam się jak powiedzieć mojemu przyszłemu pracodawcy, że to wszystko co się z nim wiązało, z dnia na dzień staje się nieaktualne?! jak przekreślić plany, które z mozołem kształtowałem przez ostatnie miesiące?! Jak pogodzić się z bezsilnością wobec zwykłego życia?! Jak przeskoczyć samego siebie?!

[2011-02-12 00:58:11]

no i tak: po 7 latach pobytu na plfoto, kilku awanturach z administratorami, włącznie z zablokowaniem mojego konta na 2 tygodnie, 7000 wystawionych ocen, 4000 wystawionych komentarzy, kilku użytkownikach zablokowanych, kilku zaprzyjaźnionych, 50 autorach ulubionych i jednym znienawidzonym oberwało mi się zdjęciem dnia :)

[2011-02-08 06:06:23]

ktoś mi dzisiaj o 5 rano uświadomił, że emocje w fotografii też są ważne. I w tym miejscu śpieszę donieść, że wbrew obiegowej opinii na mój temat- nie jestem całkiem nieczuły na uczucia, chociaż pod względem fotograficznym istotnie prędzej docenię koncepcję, pomysł, wykonanie... niż ładunek. Wrażliwość, jak wiemy- bywa różna, moja być może bardziej symetryczna niż emocjonalna... ale zawsze jakaś jest ;) Zwykle dystansuję się względem fotografii jednoznacznie nieprzemyślanych albo przemyślanych zbyt bezmyślnie. I podkreślę, jakem tu teraz piszę zdrowy na ciele i umyśle: pstrykom dzieci, piesków, kotków, kwiatków; pstrykom nagim, ubranym, wakacyjnym; protestującym biernie i czynnie przeciwko systemowi- mówię stanowcze NO PASARAN!... i vice versa

[2008-11-18 21:42:19]

w fotografii najfajniejsze jest to, ze przeplata w sobie plastycznosc z realizmem. Reka wspolgra z okiem ale nic z tego nie wyjdzie jezeli nie znejdziesz natchnienia. A ono przychodzi nagle :)

[2007-07-30 11:55:43]

dziekuje za wszystkie opinie i komentarze, to bardzo mile co czytam. Rysio_h- nie masz racji: ja jestem tylko grafikiem komputerowym, ktory bawi sie fotografia i absolutnie nie ma ambicji byc dla nikogo punktem odniesienia ;) ja sie nawet nie znam na fotografowaniu. To wszystko sa experymenty- czasem bardziej, czasem mniej udane. Wiem rowniez, ze moja stylistyka czesto odbiega od standardow... ale tutaj nie zamierzam sie tlumaczyc :) Puki co jade z obiektywem do serwisu nikona bo mi optyka pada...

[2006-08-12 00:52:40]

zastanawiam sie skad tak male zainteresowanie wstawianym zdjeciem: moze chodzi o samo zdjecie, moze o chwile kiedy je wstawiamy, moze o tematyke, a moze wszystko razem. Napisalala mi jedna zyczliwa, ze to zalosne... ze swojej strony dodam rowniez ze niesprawiedliwe, ze jedno zdjecie doczekuje sie 70 wpisow i 30 ocen a inne jednej opinii i braku ocen. Albowiem dzieki negatywnym opiniom rozwijamy horyzonty a dzieki pozytywnym ugruntowujemy pozycje. Tak wiec nie lekajcie sie dodawac wpisow ;)

  • Strona www
  • http://indywidualista.com
  • Miejscowość:
  • Warszawa
  • W Plfoto od:
  • 2004-01-21 02:32:34
  • Ostatnio widziany:
  • 2018-01-16 19:32:20

O mnie

Wiek : 34 Znak zodiaku : bliznieta Ksywa : zombi, krzyzak, rekin, indywidualista, lysy Miejsce urodzenia : warszawa Ulubiona przyprawa : czosnek, bazylia, oregano, pieprz Ulubione zwierzaki : basety, snurkowce Trzy slowa o sobie : szczuply, szarooki blondyn Absolutny szczyt : brak nadziei Ulubiona muzyka : enya, eurythmics, roxette, turnau Najniezwyklejszy fiol : slowniki roznych jezykow Niedoscigniony wzor : tom of finland Ulubieni piosenkarze : matt pokora, cher... Najgorszy dzien : 16 lutego 2002 Ulubieni aktorzy : jack nickolson & irena kwiatkowska Najlepszy skecz : sek / dudek Osobowosc : excentryczny kolekcjoner oryginalnych filmow dvd Pasta do zębów : colgate Najstraszniejszy obraz : ostatni brzeg / australia 2000 Niespelnione pragnienie : tratwa meduzy Ulubione potrawy : lasagnia, spaghetti, pieczarki Najblizsza osoba : matka Ulubiona zabawka z dziecinstwa : kalejdoskop Plany na przyszlosc : doktorat Ulubiony lód : na patyku, z migdalami Najbardziej mnie wkurza : bledy jezykowe, ignorancja Najwieksza zyciowa wartosc : ............ Ulubiony napój : sok z naturalnych pomaranczy, pomidorów; mirinda Nike czy Adidas czy Reebok : glany Ulubiony zapach : fahrenheit, blue jeans versace Preferowany gatunek filmowy : horror psychologiczny Ulubione przedmioty : jojo, kostka, kubek Najgorszy przedmiot : matematyka, chemia Ulubiony alkohol : piwo Najprzyjemniejsze : porzadnie sie wyspac, podrapac sie kiedy swedzi Zrodlo przyjemnosci : beksinski, horowitz, tolkien, internet Ulubiony sport : paralotniarstwo Najbardziej zakręcona myśl : samookaleczenie Ulubiona gra : monopol Ulubione czasopismo : focus Atoportret : nietolerujacy krytyki- liberalny esteta Ulubiona ksiazka : "z powrotem" zbigniew batko Zyciowe motto : wyzszosc formy nad trescia, potrzeba matką wynalazku Ulubione piosenki, dźwięki : never ending story- limahl; cisza Pierwsza myśl o poranku : jaka dzisiaj jest pogoda Przyjaciele : juz nie mam przyjaciol Najwieksza tragedia : psoriasis vulgaris & arthropathica Czekolada czy wanilia : rafaello, lindt Zrodla natchnienia : sętowski, siudmak, zaniewski Akcent : supermag, geomag Zainteresowania : fotografia, PR, media, reklama Wymarzony samochód : new beatle Aspiracje zawodowe : wolny tworczy zawod; polityk Ulubione filmy : les triplettes de Belleville, fanatyk, lost Hobby : fotografia, kinematografia Szczęśliwa liczba : 13