[2009-07-15 16:00:22]
"[...]ale wierzę, że stół ma tylko cztery nogi,
ale wierze, że piąta noga to chimera,
a kiedy się chimery zlatują, mój drogi,
wtedy człowiek powoli na serce umiera.[...]"
[2009-06-25 10:01:49]
"kolejny kot
wyskoczył oknem
a za kotem pies
za nimi koń
i przyszła kolej na mnie
skaczę razy pięć[...]"
[2007-07-22 13:53:46]
I jakim prawem mieliśmy w sobie aż tyle
nieprzezorności, aby w bezsennym przedziale
spędzić noc, wysiąść, drżąc z zimna, i znaleźć
między dnem szarych chmur a wars""twą rudych szpilek
śliski od mżawki, pusty po sezonie camping -
garść słupów do siatkówki i sklejkowych ruder,
zza których grzmiało morze; aby w przemokniętym
domku z dykty nie zwlekać już ani przez chwilę
dłużej i paść w ubraniach na nagi materac
i, niezdarnie zdzierając je z siebie, docierać
do nas, odnalezionych Bóg wie jakim cudem
i jakim trafem; aby nic wtedy nie przeczuć,
chichotać z układanych wspólnie - senną głową
przy ciepłej piersi - głupstw: "Morze miarowo
szumi, Bo niemiarowo nie umi", pod wieczór
czuć nadal w ciele słony, dziki, jednostajny
rytm fal, które zbijały z nóg spienionym światłem
zmieszanym z piaskiem, żwirem i wodorostami,
i ten rytm naśladować w spiesznie j szym narzeczu
dwojga ciał; aby wargi, błądzące powoli
plażą skóry, trafiły na kryształki soli
z morza? z potu? nie wiedząc jeszcze, jakim wiatrem
i jakim trwaniem będą zdmuchnięte, spłukane;
aby języki dwa bez skutku ale czule
chciały się spleść, przytrzymać nawzajem, nie ulec
sygnałowi z latarni morskiej, gdy nad ranem
buczał przez mgłę, na znak, że wszystko ma swój brzeg,
i gdy do wnętrza domku przez koślawą ramę
okna sączył się z anten, kominów i drzew
świt ze swoim natrętnie milczącym pytaniem,
jakim właściwie cudem, jakim trafem, jakim
prawem wszystko ma odtąd pozostać tym samym
morzem, tym samym snem, tym samym słonym smakiem.
Stanisław Barańczak
[2007-07-20 16:06:36]
Łzy w kinie płyną łatwiej.
Łatwiej niż w życiu (pomoc:
zgaszenie na sali świateł)
ale i łatwiej niż w domu,
przed własnym telewizorem:
za wydatek na bilet
pragnie się mieć wieczorem
coś uchwytnego: chwilę
śmiechu lub - zwłaszcza - łez
(od śmiechu widz czuje się lepiej,
od płaczu - lepszym niż jest).
Kinowa łza nie oślepia
oka; przeciwnie, przemywa
i kąpielami słonymi
sprawia, że oko przeżywa
to, co samochód w myjni
lub dusza w trakcie spowiedzi.
Kratką i ciemnym okienkiem-
ekran, przed którym się siedzi
(w kinie, jeśli kto klęknie,
są to przypadki nieliczne),
lecz prze tym panoramicznie
rozrosłym konfesjonałem
oterciem łzy wyznajemy
swój grzech śmiertelny, tajemny,
nie umujący - ujemny
znak, minus, który jest piętnem:
"choć się naprawdę starałem,
choć próbowałem usilnie,
od ostatniego seansu
znów nie zdołałem żyć w pięknie,
w krainie Sensu i Glansu,
w sposób tak żywy, człowieczy,
pełny, prawdziwy, bezsprzeczny
jak żyją aktorzy w filmie.
Stanisław Barańczak .
[2007-07-16 20:54:43]
Przyszli, ponieważ są pewne sprawy i sami panowie jesteście sobie winni.
Wkroczyli, ponieważ są pewne prawa i chyba pan nie chce, żebyśmy
wyważyli drzwi.
Przerwali czytanie, ponieważ są pewne słowa i radzimy panu po dobroci.
Odebrali wiersze, ponieważ są pewne granice i umówmy się.
Spisali wszystkich, ponieważ są pewne przepisy i niech pan nie nadużywa
naszej cierpliwości.
Przeszukali mieszkanie, ponieważ są pewne zasady i pani będzie łaskawa
uciszyć to dziecko.
Zabrali parę osób, ponieważ są pewne konieczności i spokojna głowa,
mąż wróci pojutrze.
Nikogo nie uderzyli, ponieważ są pewne formy i a jakże, tego byście
panowie chcieli.
Nie pracowali długo, ponieważ jest pewien film w telewizji i człowiek jest
tylko człowiekiem.
Stanisław Barańczak