[2009-12-23 09:21:24]
W zaułkach starego Tbilisi życie nadal toczy się jak dziesiątki lat temu. Powolnie, dostojnie jakby mijają godziny, dni, tygodnie. Mija życie. Mija w rytmie cichych kroków w bocznej uliczce i w takt dzwonów pobliskiej cerkwi. Całe pokolenia kotów dachowców, wyglądających spod niedomkniętych klap śmietników, stara, skrzypiąca, nigdy nie oliwiona okiennica, wisząca na jednym zawiasie i głęboka cisza są świadkami tego przemijania. I rok po roku i dzień za dniem dziś stapia się z wczoraj, a jutro... a kogo obchodzi jutro?...
[2009-12-14 20:23:08]
Wróciłem niedawno z Ljubljany. Jak na stolicę europejskiego kraju bardzo spokojne, ciche miasteczko, pełne uroczych zakątkow. Starówka położona po obu brzegach Ljubljanicy, połączonych kilkoma gustownymi mostami. Słoweńcy mają artystyczną duszę. Nawet wystawy sklepowe są dopieszczone, wychuchane, urządzone z niesamowitą inwencją... Mieszkańcy Ljubljany upodobali sobie jazdę na rowerze i dobrze robi to ich miastu, zmniejsza korki, wycisza to miejsce. Widać też nastawienie na ekologię, zdrowy tryb życia. Po zadymionym, choć niesamowitym Tbilisi, czułem się jakbym trafił do uzdrowiska, na wczasy lecznicze lub inny turnus związany z odnową biologiczną... Fotografując Ljubljanę początkowo nie miałem pomysłu jak chcę ją pokazać, ale gdy zauważyłem domy odbijające się w wodach rzeki postanowiłem to zrobić tak jak to czynili impresjoniści na swych płutnach wieki temu i myślę, że to oddaje klimat tego miejsca. Poza tym fotografowałem stare zakłady fryzjerskie, urocze sklepy z tradycją i ludzi, bo to nieodłączny temat moich zdjęć. Pogoda bywała kapryśna, jak to pod koniec listopada, ale momentami pokazywało się słońce odsłaniając prawdziwy urok tego miasta. Słowenia jest małym krajem. Z Ljubljany blisko jest w Alpy, nad Adriatyk, do Wenecji, czy Monachium... To daje jej mieszkańcom duży wybór jak spędzać wolne dni. Ljubljana jest dobrym miejscem do życia, przewidywalnym, spokojnym, uroczym, może nawet trochę nudnym na dłuższą metę, ale z takim zapleczem w pobliżu nie stanowi to większego problemu...
[2009-12-14 12:10:27]
Uwielbiam fotografowac starszych ludzi. Może przez fakt, że są oni pomostem pomiędzy obecnością a dawnymi czasami, ich w pewnym sensie reliktem, skarbem. Sam nie mam już dziadków i może też podświadomie szukam ich w innych starszych osobach... Czasem nawet miewam uczucie, że w ich spojrzeniu odnajduję wspomnienia związane z moimi dziadkami. Jest coś uniwersalnego w tych ludziach, takie bezinteresowne ciepło, pogoda ducha, taka szczerosc duszy...
[2009-12-13 14:39:09]
Okolice Borjomi, po drodze z Gori do Tbilisi. Tego dnia padał deszcz, właściwie drobny kapuśniaczek, mgły opadły nisko na zalesione wzgórza. Spotkaliśmy po drodze człowieka i jego stadko. Zapytaliśmy o drogę. Tylko tyle. Zapamiętałem spokój na jego twarzy. Szkoda, że nie wszystko da się zatrzymać w kadrze, te trudno uchwytne emocje, nastrój chwili...
[2009-12-09 11:44:47]
Zatrzymaliśmy się na chwilę na poboczu drogi do Bolnisi, miasteczka w regionie Kvemo Kartlii, zamieszkanego głównie przez Azerów. Obok źródełka z mineralną wodą stała babuleńka. Sprzedawała gotowaną kukurydzę prosto z wiaderek... Wzruszyła mnie ta scena, pomyślałem jak wielu ludzi na tym swiecie ma tak niewiele, a jednocześnie potrafią życ godnie, cieszyc się z każdego dnia. Żyjąc w dużym mieście, w ciągłym pośpiechu nie widzimy tego co jest solą życia. Zazwyczaj dostrzegamy i doświadczamy tego tylko w trudnych, przełomowych chwilach... Ktoś kiedyś powiedział... Carpe Diem...
[2009-12-07 20:48:44]
W Tetri Tskaro czas się zatrzymał. Wyjechali stanowiący większość Grecy. Pozostał krajobraz. Pozostało tak samo jak zawsze zachodzące słońce. Pozostaly po nich wspomnienia. Nikt nowy na razie tu się nie osiedla... Smutne zwierzęta chodzą nadal po uliczkach. Pewnie ktoś je przygarnął, ale one tęsknią za tym co było wcześniej. A gdzieś daleko tętnią miasta, ludzie stoją w korkach, przeklinając... W Tetri Tskaro inny świat, jakby schowany w starej, zacienionej sieni chałupy... kto wie czy nie lepszy i bardziej prawdziwy...
[2009-12-06 22:00:51]
Wyboiste acz urocze są uliczki Avlabari, starej ormiańskiej dzielnicy Tbilisi. Czasem przemknie kot, a czasem tajemnicza piękność :) i jak się tam nie zapomnieć...
[2009-12-06 21:58:45]
W Avlabari prawie wszystko jest krzywe, ulice, domy, słupy. Ale ma to swój niewątpliwy urok. Nasycenie kolorem, misz-masz architektoniczny i tygiel kulturowy sprawia, że to miejsce wyjątkowe... Nie dziwi, więc, że nawet prezydent Saakaszwili ma tu swoją rezydencję, bardzo wystawną, nowoczesną, osłoniętą jednak wysokimi ekranami, oddzielającymi jego wysokie progi od walących się chat i pokrzywionego swiata zwykłych zjadaczy chleba...
[2009-12-06 18:21:42]
Do wioski Kvemo Bolnisi postanowiliśmy zajrzeć będąc w małej cerkiewce z VI w., leżącej na uboczu w regionie Kartlii. Zauważyliśmy dwa smukłe minarety sterczące w oddali i stwierdziliśmy, że warto tam zajrzeć, bo w azerskich wioskach w okolicy raczej nie było tak okazałych meczetów. Z reguły mieściły się w prywatnych domach. Podjechaliśmy pod sam meczet, który okazał się być bardzo nowoczesny i kolorowy. Od razu pojawli się dwaj pierwsi tubylcy. Patrzyli nieufnie na czarnego mercedesa z rejestracją z Tbilisi. Ale już po chwili udało nam się rozładować lekko napiętą atmosferę... Nasz kierowca, postawny Gruzin Vahtang spojrzał na obu jegomości i spytał z zaciekawieniem - "A wy tutaj to pijecie w ogóle?". Ten z bardziej czerwonym nosem spojrzał złowrogo i powiedział: "My nie! Jesteśmy muzułmanami", na co ten drugi, ten z lewej dorzucił - "jak to nie pijemy? Pijemy codziennie, Panie"... i tak zrobiło się wesoło i swojsko w parę sekund. Potem przychodzili kolejni miejscowi, oprowadzili nas po wiosce i po samym meczecie, który wybudował jeden z ich mieszkańców, wcześniej jednak dorobił się sporego majątku w Moskwie, bo tam są perspektywy - jak mówili miejscowi... Po godzinie w wesołych nastrojach opuszczaliśmy sielską wioskę Kvemo Bolnisi i mieliśmy ochotę napić się w pierwszym napotkanym lokalu trochę młodego wina...
[2009-12-06 14:00:36]
Pustkowia w Tetri Tskaro, małym miasteczku w rejonie Kvemo Kartlii, czyli części Gruzji w pobliżu granicy z Azerbejdżanem... Miasteczko było do niedawna zasiedlone przez Greków, którzy mieszkali tu od wieków. Jednak na wezwanie rządu Grecji postanowili się nagle stąd wyprowadzić i powrócić do swej praojczyzny. Tetri Tskaro stało się miejscem nieomal wyludnionym, większość domów stoi opuszczonych, a krajobraz tu malowniczy, wokół miasteczka niewysokie góry... Po ulicach chodzą krowy i świnie, zdaje się, że bezpańskie, może porzucone przez swych dawnych gospodarzy. Czasem, raz na kilkadziesiąt minut przejeżdża tędy samochód albo szkolny autobus. Sielsko jest, cicho, spokojnie i nikt tu nie zagląda, no może czasem, przypadkiem, tak jak ja... Czułem się tam niesamowicie, jakby to miejsce było mi znajome, takie wręcz rodzime, jakby kiedyś mieszkała tu moja babcia, jakbym spędził tu wczesne dzieciństwo... Dziwne jest czasem podróżowanie, przynosi tyle niesamowitych doznań, odczuć, których się nie spodziewamy...
[2009-12-02 09:47:18]
No to się pochwalę :))) Zająłem 1 miejsce w Międzynarodowych Igrzyskach Fotograficznych, w kategorii miasto za zdjęcie "Quo Vadis". Miło :)))
[2009-11-30 11:03:04]
Uwielbiam stare zakłady fotograficzne, jest w nich jakaś magia zatrzymania w czasie. Ze starych pożółkłych fotografii spoglądają ludzie i mam zawsze wrażenie, że mimo tego, iz nie znam tych osób, to ich twarze są mi znajome... To one tworzą te miejsca, to ich historie mówią najwięcej o mieście w którym żyli... Chętniej zwiedzam stare zakłady fotograficzne, niz popularne muzea, bo widzę w nich więcej prawdy o danym miejscu... Fotografie przełużają ludziom życie. Bo, pomimo, iż odchodzą oni fizycznie, to pamięc o nich pozostaje w kadrach, w starych witrynach foto zakładów...
[2009-11-20 16:27:02]
Tbilisi. Dumnie położone na obu brzegach rzeki Mtkvari. Od dziesiątek wieków przechodziło z rąk do rąk, co wywarło silne piętno na kosmopolityczny jego charakter. Obok siebie stoją tu świątynie wielu wyznań, mieszka tu mnóstwo grup etnicznych. I mimo iż Tbilisi jest stolicą Gruzji, to ta swoista wieloetnicznośc sprawia, iż jest ono stolicą nie tylko gruzińską. Miałem okazję byc w nowowybudowanej świątyni asyryjskiej i rozmawiac z przemiłym patriarchą Kościoła Asyryjskiego w Gruzji. Kurdowie - Jezydzi, rózniący się wyznaniem od swych islamskich pobratymów z Kurdystanu nie wybudowali jeszcze swojej świątyni, podobno ich klany nie potrafią porozumiec się co do tego, gdzie miałaby stanąc i jak miałaby wyglądac. Tbilisi, jak każde wielkie miasto ma wiele twarzy. Jest tu i ładnie i brzydko zarazem. Piękna architektura, wspaniałe położenie, mnóstwo zabytków, doskonała kuchnia i otwarci ludzie sprawiają, że mniej uwagi zwraca się na zaśmiecenie, popadające w ruinę całe dzielnice, wszechobecny smród spalin wymieszany z siarkowym zapachem z wnętrza ziemi (wystarczy zjechac w dół do metra...). Mniej przeszkadza piractwo komunikacyjne - pieszy jest tu zupełnie nieistotnym elementem infrastruktury drogowej. Nikt nie zadaje sobie trudności, zeby nawet na przejściu dla pieszych ustąpic mu pierwszeństwa. Taksówkarze slabo orientują się we własnym mieście, gdzie oznaczenia domów i ulic rozmieszczone są często bez żadnego logicznego planu... Ale Tbilisi mimo to zachwyca, urzeka, sprawia, że chce się tam wracac z uczuciem jakby wracało się do siebie...
[2009-11-20 14:18:44]
W Tbilisi spędziłem w sumie około 10 dni. Zamieszkałem w Avlabari, starej ormiańskiej dzielnicy, przypominajacej miejscami warszawską Pragę swoim klimatem. Architektura tu zupełnie inna, ale jest coś w ludziach co przywodzi na myśl nasze praskie klimaty, choc z pewnością z bezpieczeństwem w Tbilisi jest znacznie lepiej niż w naszej stolicy. Kilkaset metrów od mojego pensjonatu wznosi się największa obecnie świątynia Gruzji Tsminda Sameba (Bazylika Świętej Trójcy) wybudowana przed kilku laty w stylu gruzińskiej architektury sakralnej. W Avlabari jest jeszcze kilka innych kościołów ormiańskich i gruzińskich. Jednak to miejscowi mieszkańcy nadaja największego kolorytu tej okolicy. Avlabari tętni życiem, handel kwitnie na każdej ulicy. Jest dzięki temu kolorowo, mieszają się zapachy owoców, świerzego pieczywa, rozmaite wonie serów owczych i kozich z aromatem pięknych kwiatów i setką innych zapachów które cięzko w pierwszej chwili rozróżnic i rozpoznac. Warto wstac wcześnie rano i przejśc się uliczkami Avlabari, bo już we wczenych godzinach miejscowy tygiel kulturowy nabiera rozpędu w swych marketingowo-towarzyskich działaniach, osiągajac kulminację po południu, kiedy tłumy potencjalnych klientów wracają zatłoczonymi ulicami z pracy. Wieczorem jest już spokojniej, co nie znaczy mniej tłumnie i gwarnie, ale nie widac już pospiechu, wszechobecnego biegu i zamieszania. Avlabari budzi się wcześnie, kładzie spac późno, a w nocy odpoczywa w świetle nielicznych latarni i blasku bijącego z iluminacji pięknie połozonych świątyń.
[2009-11-20 14:01:42]
Մարեկ Սավիցկի Ռեզօն
[2009-11-19 14:32:49]
Wróciłem z dwutygodniowej podróży do Gruzji. Niesamowite wrażenia, musze to zebrac wszystko w głowie, poukładac i spróbowac przelac na papier...
[2009-08-31 09:54:59]
30.08. Festiwal Kultur... fajnie było, kolorowo, w rytmie samby, stolica zamieniła się na chwilę w jeden tygiel kulturowy i zapachniało podróżą i dobrą zabawą...
[2009-08-23 19:12:53]
300 fot, ufff :))))
[2009-08-13 15:10:22]
30000 stukło :)
[2008-12-22 14:18:01]
Błądząc po Stambule czasem lubię się poddać sunącemu wartko tłumowi. To zdecydowanie bardziej wygodne, niż przebijanie się przez setki zabieganych tubylców, jadące zewsząd samochody, których kierowcy używają klaksona co kilka sekund. Przebijanie sie przez tę kakofonię dźwięku, przez żywa ścianę ludzi jest na dłuższą metę męczące i pozbawione sensu. W takich miejscach pozwalam sie nieść tej fali, i z reguły docieram do dobrze znanych miejsc, jak kryty bazar lub Uniwersytet... Są też miejsca, gdzie ruch jest znacznie mniejszy, zaciszne, gdzie w cieniu drzew miejscowi popijają kolejne jabłkowe herbatki, gdzie rytm dnia wyznaczają kolejne nawoływania muezzina. Czasem, chcąc odpocząć od ulicznego zgiełku chronię się na dziedzińcu jedego z meczetów, gdzie zazwyczaj panuje błoga cisza, gdzie nie dociera hałas miasta. Są też w Stambule piękne parki, począwszy od słynnego sułtańskiego Topkapi, przez sąsiedni Gulhane, a kończąc na małych, zacisznych zielonych oazach, których pełno jest w każdej właściwie dzielnicy. Ślady dawnej świetności są w Stambule bardzo wyraźne, choć miasto straciło już niewątpliwie charakter stolicy jednego z największych imperiów. Teraz jest jedną z wielu stolic europejskich, z uspionymi snami o potędze, w zawieszeniu pomiędzy tradycją a nowoczesnością, pomiędzy orientem a europejskością...
[2008-12-22 13:59:38]
Stambuł jest miejscem symbolicznym. To miasto na styku kultur, religii i choć pewnie nie jedyne takie na świecie, to dla mnie jedyne w swoim rodzaju. Ostatnio pochłonięty jestem lektura kolejnych książek Orhana Pamuka, wiele w nich reminiscencji z życia Stambułu, tego dawnego najcześciej, u schyłku swej świetności, nad przepaścią nowych czasów i rozpamiętywania minionych podbojów. Położenie miasta na brzegach dwóch kontynentów już oddaje klimat podziału na dwa światy tak bliskie, a tak dalekie zarazem. Dziś te dwa światy łączy wiszący most przerzucony majestatycznie nad Bosforem, ale przyjemnie jest też przepłynąć ten dystans jednym ze stateczków - promów, bo doskonale widac wtedy panorame obu części miasta, z setkami minaretów, dziesiątkami historycznych budowli, położonych na wzgórzach. Stambuł poznaję od kilkunastu lat. Byłem tam trzy razy i nie wyobrażam sobie by tam nie powrócić. To miasto przyciąga mnie swoją tajemnicą, tam w każdym zaułku czają sie setki, tysiące lat historii, trudnej i często krwawej, ale jakże różnorodnej. Na same główne zabytki Stambułu należałoby poświęcić co najmniej jeden tydzień, ale mnie przyciąga tam raczej atmosfera miasta, jego szybki rytm, gwarny tłum z mnóstwem różnego rodzaju dziwnych wózeczków, z których sprzedaje się wszystko, czego potrzeba w codziennym życiu. Ostatni raz zamieszkałem w Stambule, w starym, wysłużonym hoteliku w portowo - dworcowej dzielnicy Sirkeci. Miejsce dogodne do spacerów po starej części Stambułu, bo blisko do Sultanahmet, gdzie piętrzy się Błękitny Meczet i Haghia Sophia, niedaleko do mostu Galata i Złotego Rogu. W pobliżu Wielki Bazar i targi przypraw, przeprawy promem na azjatycki brzeg. Hotelik swoją świetność przeżywał chyba już dawno temu, ale widoczne w nim są ślady dawnej swietności, elegancji, stylu... Mimo iż dzisiaj podupadły i trochę zapuszczony, na recepcji obsługa w liberiach lub garniturach, korytarze wyłożone czerwonymi dywanami, na dole salonik, gdzie nadal spotyka sie miejscowa śmietanka intelektualna, by wymienić poglądy, napić sie mocnej kawy i zapalić papierosa lub fajkę wodną. Takiego Stambułu zawsze szukałem. I mimo iż mój pokoik na piątym piętrze był mały, a ubikacja nie remontowana pewnie od 30 lat to postanowiłem tam pozostać podczas całego pobytu w tym mieście.
[2008-12-21 17:54:00]
Portalegre, to typowa portugalska prowincja. Jak w setkach innych miejscowości z dala od Porto i Lizbony jest tu spokojnie, pustawo, dominują starsi, często sędziwi ludzie. Młodzież pouciekała od prostego, nieskomplikowanego życia do wielkich ośrodków, za granicę, pozostawiając swych rodziców i dziadków z jeszcze większą tęsknotą niż ta naturalna, którą odzidziczyli po swych przodkach... Nie ma tu wielkiego ruchu. Rytm wyznaczają pory dnia. Byłem w Portalegre w lipcu, podczas wielkich upałów, sięgających 45 stopni w cieniu. Przez to jedynie rankiem i wieczorem, kiedy temperatury trochę spadały można było dostrzec bardziej ożywiony ruch wśród miejscowych mieszkańców. Większość dnia to długa siesta, stojące w miejscu upalne powietrze, czasem wręcz jakby jego brak. Portalegre jest całe w dwóch kolorach, jak prowincja Alentejo zresztą... Białe domy z żółtymi akcentami (obramowania okien, drzwi). I jest w tym sens, bo te jasne kolory najmniej się nagrzewają. Mieszkałem sam w pustym pensjonacie. Nie było w ogóle turystów. Miałem klucze do pokoju, jak i do całego pensjonatu. Właściciele prowadzili w innej części miasta niewielką gospodę. Czułem się trochę samotnie w tych pustych murach, w mieście, gdzie przez większość dnia przemykają jedynie pojedyncze sylwetki przechodniów. Z drugiej strony, jakaś niezwykła magia sprawiała, że było mi tu dobrze. Błękitne azulejos na ścianach domów przedstawiały tu kadry z życia miejscowych rolników: targ bydła, zbiory winogron, korka, ale też wizerunki Jezusa. Tradycja pracy i religijności, jak to na prowincji bywa... Biorąc pod uwagę słabą sieć połączeń w okolicy, wybrałem się taksówką do dwóch pięknych miasteczek na pogranicze portugalsko - hiszpańskie. Były to miasta - twierdze: Castelo de Vide i Marvao. Cudowne miejsca, gdzie czas zatrzymał się 300 lat temu. Podróżowanie po Alentejo w lipcu to lekka brawura, temperatury zwalają z nóg, ale można za to zobaczyć jak radzą sobie z nimi miejscowi...
[2008-12-21 17:31:57]
Porto - miasto robotnicze, niewiele ma wspólnych cech z Lizboną. Porto spowite jest często mgłami, zazwyczaj jest tu sporo chłodniej, w lipcu nawet bywa dość świeżo. W odróżnieniu od Lizbony nie ma tu tygla kulturowego, całej tej mieszanki kolonialnej... Porto jest białe, rdzennie portugalskie i to widać na ulicach miasta na pierwszy rzut oka. W Porto jesszcze bardziej niż w Lizbonie widać tęsknotę w ludziach. Chyba większy mrok i smutek panuje w ich duszach. Czy to żal za dawnymi czasami świetności, czy też dość nietypowy jak na tę szerokość geograficzną klimat, sprawia iż żyje się tu spokojnie, nostalgicznie, w zawieszeniu jakimś nieopisanym. Zdarzało mi się zagadnąć miejscowych ludzi i zawsze pogawędka wyglądała podobnie... serdecznie, ale powściągliwie, jakby istniała jakaś niewidzialna siła nie pozwalająca wejść w świat tych ludzi, wniknąć w ich myśli. Sam spacer po mieście to wielka przyjemność, tysiące starych domów, z obdrapanymi drzwiami, mieniącymi się wieloma kolorami, z nieodłącznymi kołatkami w różnych, czasem fantazyjnych kształtach. Porto to rzeka Douro, Porto to wyborne wino, Porto to smród nabrzeża. Piękne mosty przerzucone przez dwa brzegi Douro mijałem płynąc niewielkim stateczkiem w stronę oceanu. Na pokładzie serwowano wino, można bylo spróbować różnych potraw z ryb morskich i rzecznych. Całe miasto obwieszone było flagami portugalskimi i brazylijskimi, akurat były mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Finałowe mecze obejrzałem jednak w Lizbonie, razem z właścicielem pensjonatu Coimbra e Madrid w Baixa. Z Porto pojechałem do Portalegre, miasteczka położonego w sercu północnej częsci Alentejo.
[2008-12-21 17:12:31]
Tętniąca życiem w dzień Alfama zasypia w nocy zasłużonym snem najstarszej, zachowanej w swym niezmienionym stanie dzielnicy. Stare mury poprzecinane siatką stromych uliczek, schodów, wąskich przejść (Becos, Taravessas), oświetlone gdzie niegdzie jedynie pojedyńczymi światłami latarni pogrążają się w ciszy. Pobliskie centrum - Baixa bawi się do późnych godzin nocnych, a imprezowe centrum stolicy Portugalii - Bairo Alto bawi się do rana. To tam dziesiątki undergroundowych klubów, sklepów z markową odzieżą, podświetlanych barów zapewnia rozrywkę turystom i miejscowej młodzieży. Bairo Alto w ciągu dnia niepozorne, zamazane sprayem, pustawe przeistacza się w nocy w istną mekkę zabawy. Są tu kluby dla każdego, począwszy od wielbicieli różnych odmian muzyki, a skończywszy na zwolennikach zabawy w towarzystwie mniejszości seksualnych... Bairo Alto to te miejsce, gdzie stare Elevadores - windy w postaci wagoników przewożą przechodniów z niższych na wyższe poziomy miasta. Mieszkałem ostatnio właśnie w Bairo Alto, w okolicy, gdzie co kilkadziesiąt metrów ustawiały się grupki ludzi, sącząc bez pośpiechu czerwone wino, w zamyśleniu jak zawsze... Wieczorne i nocne spacery po Lizbonie są jak najbardziej bezpieczne, podobno to jedno z bezpieczniejszych miast w Europie. jedynie Mouraria, stara dzielnica o mauretanskim rodowodzie nie należy do najmilszych po zmroku, nawet w dzień spaceruje się tam z lekkim dreszczykiem emocji... Lizbona jest miastem niepowtarzalnym, miejscem gdzie czas się zatrzymał, gdzie przeszłość jest bardziej widoczna niż XXI wiek. Niestety miasto się zmienia, przystosowywane jest do wymogów nowoczesności, ale trzeba przyznać, że jest to przeprowadzane jednak z dbałością o to co stare, nic na siłę. Samo położenie dzielnic centralnych na wysokich, czasem stromych wzgórzach sprawia, że otrzymujemy gotowe plany do fotografii. Spacerując ulicami otwierają nam się wielkie przestrzenie, czasem sięgające klikunastu kilometrów. To raj dla fotografii. Ludzie są tu naturalni, mnóstwo starszych osób, jak na ten swoisty "antykwariat" przystało. Brak pośpiechu, przesiadywanie w barach, kawiarniach wyznacza rytm, puls tego miasta. Zapachy, mieszanka palonej kawy, dorsza, słodkiej woni ciastkarni, wilgotny wiatr od strony Tejo... I światlo, bardzo jasne, nastraja pozytywnie, rozpromienia.
[2008-12-21 16:19:48]
Lizbona - miasto - antykwariat. I nie ma drugiego takiego chyba, przynajmniej ja w takim nie byłem, żeby mieć uczucie, że spaceruje się po starym, zakurzonym strychu, pełnym przedmiotow, które już dawno wyszły z mody... Niesamowite jest to, że wszystko to nie jest tam na pokaz, jest naturalne, jak naturalni w swym zamyśleniu bywają tam ludzie. Portugalczycy mają jakąś nieopisaną tęsknotę i żal w oczach. Mówią na to saudade, ale czy jeden wyraz może oddać tę niesamowitą tęsknotę za czymś nieopisanym, za czymś co czujemy, ale nie możemy tego do końca opisać. Sam się tak czasami czuję, marzę o czymś nieokreślonym, chciałbym, żeby wydarzylo się coś w moim życiu, co pochłonęło by mnie bez reszty, jakieś uczucie, pasja, coś dalekiego, silnego o zapachu nadchodzącej wiosny... Ja też bywam melancholijny, zamyślony, pogrążony w swoim świecie i stąd, któryś z moich kumpli nazwał mnie w pewnym momencie rezonem :)))) czyli zupełną tego przeciwnością. Lizbona wchłonęła mnie w całości, zapominałem się całkowicie chodząc jej ulicami, pokonując tysiące schodków, poruszając się po tramwajowych szynach. Wenders widział chyba to samo, pewnie skoro nakręcił taki film, idealny film. I te kadry właśnie skłoniły mnie do wyjazdu tam, pójścia śladami dżwiękowca, powoli odkrywającego to miasto dla siebie, błądzącego w ślad za dźwiękiem i przyjacielem, który gdzieś zniknął. Chciałbym tam zniknąć, zostać wchłonięty przez te mury, sypiące się tynki, stare, kamienne kościoły, wiatr od strony Tejo...